facebook

Toruń-Bydgoszcz-Ostromecko-Biskupin - wycieczki z dzieckiem

Czasami nie potrzeba żadnych spektakularnych, długich i dalekich podróży, żeby móc na chwilę odpocząć, zwolnić tempo, uwolnić umysł i ciało od rutyny dnia.
 
Nie potrzeba wakacji „all inclusive” w modnym kurorcie, ani szalonego wypadu z plecakiem i namiotem w jakieś zapomniane przez cywilizację miejsce, o którym nie słyszał nawet google maps.
 
Jedyne czego trzeba, to skrawek czasu wycięty z wysiłkiem, wyszarpany naszym codziennym zobowiązaniom. Taki przedłużony weekend, albo nawet dłuższe o kilka godzin popołudnie wystarczą w zupełności. Wystarczą, jeśli mamy przy sobie osoby, z którymi pragniemy spędzać każdą tak zdobytą chwilę.
 
A tych chwil nam ciągle mało, tak jak miejsc, które pragniemy odwiedzić… Przygoda czeka tuż za rogiem, po co więc zwlekać?... 
 
 
Tym razem wybraliśmy się w odwiedziny z naszym 15-miesięcznym brzdącem do babci Grażki i cioci Goni do Bydgoszczy.
 
Wpadamy tam dość często. Wiadomo - a to święta, a to długi weekend, a to jakiś rodzinny event albo tranzytem nad morze, bo po drodze. Jednak teraz oprócz celebracji uroczystości rodzinnych, siedzenia, jedzenia, wznoszenia toastów, chcemy również pospędzać trochę czasu razem, w kupie, z dala od kanap, telewizorów i laptopów (internet w smartfonie może się jednak przydać ;).
 
Chcemy wybyć gdzieś z domu całą rodziną, bez ustalonego z góry planu, o dowolnej porze, bez wewnętrznego przymusu, który każe nam „odhaczać” wszystkie warte zwiedzenia miejsca. Koncentrujemy się na sobie i byciu razem, a piękne okoliczności przyrody, czy ciekawe miejscówki są tylko tłem i wybieramy je spontanicznie, bez większego namysłu.
 
Zachciało nam się toruńskich pierników. A gdzie smakują lepiej niż właśnie w Toruniu?
 
Będąc w Bydgoszczy, lubimy podjechać do Torunia, powałęsać się po starówce, pospacerować wzdłuż Wisły po Bulwarze Filadelfijskim, zatopić się w klimat gotyckich budowli, uliczek i krzyżackich legend.
 
Toruńskie „must see” już dawno zaliczyliśmy, jeszcze za czasów studenckich. Kojarzymy wszystkie knajpki, bary, parki, imprezownie, wiemy którędy iść na skróty, żeby najszybciej przejść na drugi koniec starówki i gdzie lepiej nie pokazywać się po zmierzchu. Z każdym miejscem wiąże się jakaś anegdota, nasza własna historia.
 
Teraz jako turyści odwiedzający Toruń przejazdem, patrzymy na niego trochę inaczej. Udało mi się wyszukać miejsce, którego z niewiadomych mi przyczyn wcześniej nigdy nie odwiedziliśmy. Jest to Muzeum Podróżników im. Tony’ego Halika.
 
 
Nawet jeśli nigdy nie odbyliście dalekich, egzotycznych podróży, nie poznaliście odmiennych kultur, to to muzeum podaje nam to wszystko na tacy. Zbiory przenoszą w miejscu i czasie do krain odległych, zapomnianych lub czekających dopiero na odkrycie przez szersze grono podróżników-amatorów.
 
Większość eksponatów została podarowana toruńskiemu muzeum przez Elżbietę Dzikowską, znaną podróżniczkę i dziennikarkę. Pochodzą one z licznych wypraw, które odbyła wraz ze swym mężem, jeszcze bardziej znanym podróżnikiem - Tonym Halikiem.
 
Po śmierci Tony’ego pamiątki zebrane podczas podróży trafiły do jego rodzinnego miasta. W muzeum znajdziemy eksponaty pochodzące od kultur indiańskich z Ameryki Południowej (m.in. z Argentyny, Brazylii, Gwatemali, Meksyku, Kolumbii) oraz Indii, Afryki i Chin. W skład ekspozycji wchodzą m.in.: regionalne kolorowe stroje zdobione bogatym ornamentem, stare walizki i skrzynie z naklejonymi znaczkami państw, biżuteria, naczynia przeznaczone do użytku codziennego, zdjęcia i prezentacje multimedialne.
 
 
 
Na dole przy wejściu znajduje się też mały sklepik, w którym kupić można pamiątki i literaturę podróżniczą.
 
Ku naszej uciesze trwa akurat w muzeum wystawa czasowa pod nazwą „Zabawki w kulturach świata”. W sam raz na zwiedzanie z brzdącem (tak nam się przynajmniej wydaje;).
 
Zabawa i zabawki towarzyszą człowiekowi od zarania dziejów. Dzieci wykorzystują na codzień najróżniejsze materiały i przedmioty do zabawy, a ich kreatywność nie zna granic. Znam to z autopsji ;)…
 
Jeśli ciekawi Was lub Wasze dzieci, czym bawią się maluchy w Amazonii, z jakich materiałów zrobione są figurki do zabawy z Gwinei i Sudanu, jakie „zwierzęce” zabawki najbardziej lubią meksykańskie los niños oraz czym bawią się mali Japończycy, to ta wystawa czasowa na pewno przypadnie Wam do gustu.
 
 
 
Oprócz zabawek na wystawie znajdują się też fotografie portretowe dzieci zebrane z czterech stron świata. Nie dość, że dzięki wystawie przeniosłam się w odległe krainy, to jeszcze powróciłam myślami do lat dzieciństwa i moich ulubionych zabawek.
 
Chyba jednak tylko nas dorosłych rozrzewnia ta ekspozycja. Mój bąbel wydaje się być mało wzruszony, a jedyne co go w tym momencie pociąga to wypatrzony gdzieś na ścianie kontakt i zwisające kabelki ;)…
 
 
Informacje praktyczne: 
 
Strona www Muzeum Podróżników im. Tony’ego Halika: 
http://www.muzeum.torun.pl/strona-33-muzeum_podroznikow_im_tony_ego_halika.html
Ceny biletów: bilet normalny 10 zł, ulgowy 7 zł
Godziny otwarcia: czynne codziennie, oprócz poniedziałków: maj – wrzesień 10.00-18.00, październik – kwiecień 10.00-16.00.W środy wstęp bezpłatny.
Będąc na toruńskiej starówce pierniki najlepiej zakupić w sklepie firmowym na ul. Rynek Staromiejski 6 (godziny otwarcia pn.-pt. 9.00-20.00, so-nd 10.00-20.00).
 
Rzut beretem od Bydgoszczy znajduje się zespół pałacowo-parkowy w Ostromecku, w sam raz na leniwy spacer po sutym, rodzinnym obiedzie.
 
 
Nasza rodzina przechadza się alejkami parkowymi, niespiesznie, trochę bez celu. Skupiamy się na sobie, rozmawiamy, cieszymy każdą słoneczną chwilą.
 
W obrębie parku znajdują się dwa pałace. Pierwszy - starszy i mniejszy, barokowy z XVIII w. oraz drugi - większy i młodszy z XIX wieku, łączący w sobie styl klasycystyczny i neobarokowy. Pałace zmieniały właścicieli i były niemymi świadkami trudnej nieraz historii… Ile widziały te stare mury, czego musiały wysłuchać i ile ludzkich losów tu się splotło? Stare pałace i zamki mają niewątpliwy urok i klimat, chociaż momentami trochę przytłaczający.
 
Dlatego koncentrujemy się na spacerze po parku. Otwarta przestrzeń, zieleń, alejki, ogrody…
 
 
 
 
 
Nasz maluch drepta wesoło po ścieżkach, czasami trzeba go przenieść przez kałużę, albo wsadzić do wózka, gdy odmawia współpracy :).
 
W ostatniej chwili udaje nam się obejrzeć wystawę zabytkowych fortepianów w starszym pałacu. Pan ochroniarz jest na tyle miły, że wpuszcza nas na chwilę po godzinach zamknięcia.
 
Niestety żadne z nas nie potrafi grać na jakimś instrumencie, nie posiadamy talentów muzycznych. Przechodzimy koło kolejnych fortepianów, nie oddając im należnego zainteresowania i szacunku. A przecież kiedyś czyjeś dłonie wygrywały na nich setki nut, czyjeś małe rączki pod bacznym okiem nauczyciela, uczyły się jak wydobyć pojedyncze dźwięki, które z czasem złożyły się w piękną melodię.
 
Szczególnie ujmuje mnie „dziecięcy” instrument, który gabarytami przystosowany jest dla najmłodszych melomanów. Nasz szkrab wygląda przy nim bardzo dostojnie :).
 
 
 
 
 
Historia historią, a dzisiaj ostromecki pałac ma charakter komercyjny. Znajdują się w nim hotel, restauracja, odbywają się tu koncerty, konferencje oraz imprezy okolicznościowe.
 
Informacje praktyczne:
 
Strona www pałacu: http://palacwostromecku.pl/
Zwiedzanie wystawy zabytkowych fortepianów w starym pałacu możliwe jest: wt.-pt. 10.00-16.00, so.-nd. 11.00-18.00. W poniedziałek pałac jest nieczynny. Wstęp jest bezpłatny.
 
Po spacerze w Ostromecku, czas odwiedzić Stary Rynek w Bydgoszczy.
 
Każdy wyjazd do Bydgoszczy jest trochę sentymentalny. W końcu mieszkaliśmy tu jakiś czas. Lubimy powłóczyć się po centrum, odwiedzić stare kąty, ulubione miejsca, knajpki, powspominać, zobaczyć jak Bydgoszcz z każdym rokiem pięknieje i staje się coraz bardziej nowoczesna.
 
Kiedyś byliśmy tu tylko we dwoje, teraz jesteśmy już w trójkę z naszym bąblem :). A bąbel podąża za nami dzielnie ścieżkami, które już dawno wydeptaliśmy. Spacer zaczynamy przechodząc przez most nad Brdą. Po lewej wisi „przechodzący przez rzekę”.
 
 
 
Rzeźba balansuje jak gdyby nigdy nic na linie, nad Brdą. W tle widać stare i nowe spichrze, gmach Poczty Polskiej, bulwar oraz barki, w których można napić się piwka.
 
Jest późne, weekendowe popołudnie. Rynek tętni życiem. Z knajpek dobiega radosny gwar spotkań towarzyskich, zapachy restauracyjnych dań mieszają się ze sobą w powietrzu tak jak ludzie płynący przez główne arterie Starego Rynku. Ktoś gdzieś rozbił kufel, komuś uciekł do nieba balonik wypełniony helem, ktoś ma dziś pecha, bo wypił za dużo i straż miejska akurat pakuje go do wozu. Pewnie spędzi noc w jakimś „miłym” przybytku, a wraz z nadejściem świtu odejdą procenty, które chwilowo dodały odwagi i pewności siebie…
 
Kierujemy się w stronę Wyspy Młyńskiej. Dziś jest zrewitalizowana i piękna. Przyciąga turystów i tubylców zielenią, muzeami, rzeką Brdą i Młynówką, które oblewają wyspę i zamykają ją w swoim uścisku. Przyciąga nowoczesnym placem zabaw dla dzieci oraz wieloma innymi możliwościami rekreacji i wypoczynku.
 
Na wyspie znajdują się też Galeria Sztuki Nowoczesnej, Europejskie Centrum Pieniądza, Zbiory Archeologiczne, Dom Leona Wyczółkowskiego. Nieco industrialnego uroku nadają odnowione spichrze, dawne młyny, kaszarnie, magazyny zbożowe.
 
Spacerujemy wzdłuż rzeki Młynówki. Na przeciwnym jej brzegu znajduje się „bydgoska Wenecja”. Urokliwy zakątek, pomimo tego, że zabudowa miejscami jest podniszczona, mało spójna, czasami nawet odstrasza jej przemysłowy charakter.
 
 
 
W oficynach starych kamienic mieli kiedyś swoje warsztaty rzemieślnicy, kupcy, mieściły się w nich fabryczki. Dziś frontem do rzeki zwrócone są klimatyczne knajpki i restauracje.
 
Zmierzamy w kierunku placu zabaw, gdzie nasz maluch może się wyszaleć do woli bez obawy, że wpadnie do Młynówki goniąc za kaczkami;). Plac zabaw na Wyspie Młyńskiej przystosowany jest do potrzeb zarówno młodszych jak i tych starszych dzieci, a może nawet dorosłych;)?... Pośrodku placu znajduje się ogromna piaskownica imitująca wyspę, a całość terenu imituje łąkę i rzekę. Spędzamy tutaj chwilę, aby mały mógł się wybawić w kontrolowanych warunkach.
 
Na wyspie akurat odbywa się koncert i towarzyszące mu eventy. Tu i ówdzie rozstawili się sprzedawcy balonów z helem i waty cukrowej. Kupujemy jeden w kształcie piłki nożnej, ale akurat nie budzi oczekiwanego entuzjazmu u naszego bąbla.
 
 
Spacerując dalej, mijamy po drodze muzea.
 
 
Przed nami wyrasta okazały gmach opery bydgoskiej („Opera Nova”).
 
 
Docieramy pod niego przechodząc przez kładkę zwaną „Mostem Zakochanych”. Pary zapinają tu swoje miłosne kłódki z wygrawerowanymi imionami i datą miłosnego wyznania, a kluczyki wrzucają do wody, po to żeby nikt już nie mógł rozpiąć ich kłódki i zaszkodzić ich związkowi. Most mieni się od kolorowych, kłódek.
 
Widać wiele osób wierzy w moc tego zwyczaju. Zastanawiam się ile z tych kłódek tak naprawdę zadziałało, a ile nie powinno tu już wisieć?… W wielu innych miastach Polski i Europy możemy spotkać podobne mosty. Taki nowy, świecki, romantyczny zwyczaj;). Spacer kończymy pod budynkiem opery. Na dzisiaj wystarczy.
 
Kolejnego dnia wybieramy się do Biskupina, który znajduje się jakieś 50 km od Bydgoszczy nad jeziorem Biskupińskim.
 
Na myśl przychodzą mi tylko jakieś mgliste skojarzenia z lekcji historii: starożytna osada, pierwsze plemiona, wykopaliska archeologiczne…
 
 
Najwyższa pora, żeby odbyć podróż w czasie i przekonać się na własne oczy, jak kiedyś mogło wyglądać życie na tych terenach. Pierwsze prace archeologiczne zainicjowano w 1934 roku i jak to często bywa, znalezisko biskupińskie ujawniło się oczom miejscowych całkiem przypadkowo. Po zakończeniu II wojny światowej wznowiono prace i działania rekonstrukcyjne.
 
Archeolodzy wiążą tą osadę z wczesną kulturą łużycką, trwającą od środkowej epoki brązu, od ok. XIV w. p.n.e., po wczesną epokę żelaza, czyli do ok. V w. Dzisiaj wioska biskupińska to duży kompleks na otwartej przestrzeni, który składa się z odwzorowanych osad ludzkich (np. z epoki neolitu, mezolitu).
 
Jest tutaj również centrum konferencyjne, a w sezonie i przy odpowiedniej pogodzie można odbyć rejs po jeziorze Biskupińskim stateczkiem „Diabeł Wenecki”, taka dodatkowa atrakcja :).
 
W wiosce wczesnopiastowskiej stoją drewniane chaty, które skrywają swoje tajemnice.
 
  
 
Jedna ukazuje, jak mógł kiedyś wyglądać warsztat mincerza, garncarza.W innej znajdziemy wełnę, przędzę i warsztat tkacki albo snycerza, który akurat struga w drewnie jakieś figurki. W jeszcze innej możemy po prostu kupić pamiątki, na szczęście takie bardziej rękodzielnicze i rzemieślnicze, a nie te prosto z Chin ;).
 
 
Przed chatami krzątają się osoby w zgrzebnych szatach z grubego płótna, stylizowanych na tamte, odległe wieki… Tu i ówdzie pali się jakieś ognisko albo czuć dym z wędzarni. Zapieje kogut, zagdacze kura, z oddali zabeczy baran. Żywa lekcja historii :). 
 
Naszemu maluchowi podoba się absolutnie wszystko. Nie to, żeby zdawał sobie sprawę z powagi archeologicznego odkrycia i sposobu życia ludności sprzed setek lat. Po prostu cieszy go otwarta przestrzeń, którą może eksplorować wzdłuż i wszerz (oczywiście pod czujnym okiem dorosłych :), możliwość zajrzenia do każdej chaty, przyglądania się zwierzętom gospodarskim, które widzi na żywo od wielkiego święta, dotykania tych wszystkich dziwnych rzeczy, których nie ma w naszym domu.
 
 
Każdy wiek rządzi się swoimi prawami i każdy nadaje się do zwiedzania i poznawania świata. Nie ma takiego wieku, w którym najlepiej zacząć podróżować z dzieckiem i wieku, w którym podróże te już można zakończyć. Życie to podróż. To nic, że nie będzie pamiętał tej wycieczki do Biskupina i wielu innych, które wspólnie odbyliśmy. Liczy się każda chwila spędzona w drodze, razem z brzdącem, każda jest bezcenna, bo zbliża nas do siebie. Bo w każdej z tych chwil odkrywamy coś nowego, uczymy się siebie nawzajem. Cieszy mnie niezmiernie, że w biskupińskiej osadzie widzę więcej takich małych podróżników i odkrywców:)…
 
Dreptając alejkami, docieramy w końcu do chyba najbardziej emblematycznej dla Biskupina rekonstrukcji, mianowicie do osiedla obronnego ludności kultury łużyckiej. Jest to jedynie fragment, na podstawie którego możemy wyobrazić sobie, jak wyglądał kiedyś ten rozległy gród.
 
Wielu z nas słysząc nazwę „Biskupin” wyobraża sobie właśnie tą bramę wejściową z wieżyczką obronną, z falochronami, fosą i wałami. 
 
 
 
A za bramą znajdują się podłużne szeregowe drewniane chaty kryte strzechą. Domostwa oddziela od siebie jedynie wąska, drewniana uliczka.
 
 
 
Zaglądamy ciekawi do ich środka. Ale gdyby nie sztuczne oświetlenie we wnętrzu, niewiele byśmy dojrzeli. Jedynie przez otwarte drzwi i dziurę w dachu, którą uchodził dym z paleniska, wpada wąski snop światła.
 
Dawno temu, w ludzkich siedzibach było zdecydowanie ciemniej, a wszyscy przesiadywali przy otwartym palenisku:). Może nasz współczesny odpowiednik to kanapa w salonie i telewizor, w który można się rodzinnie pogapić ;) ?
 
Kończymy w tym miejscu wycieczkę po historycznym Biskupinie i województwie kujawsko – pomorskim. Wracamy do teraźniejszości…
 
Informacje praktyczne:
 
Strona www osady biskupińskiej: http://www.biskupin.pl/
Ceny biletów: normalny 12 zł, ulgowy 8 zł. 
Godziny otwarcia: cały rok od 9.00-18.00. W okresie zimowym do zmroku.
 
***
Takie krótkie rodzinne wypady w miejsca, które z pozoru znamy, mogą okazać się bardzo odkrywcze.
 
Nawet jadąc z jednego miasta do drugiego, na pewno mijamy po drodze jakieś wsie czy miejscowości, w których znaleźć można coś zaskakującego. Jakąś lokalną atrakcję, niezbyt komercyjną, niezbyt znaną, ale jednak atrakcję, na podstawie której możemy zbudować nasze kolejne wspólne, wspaniałe wspomnienia.
 
 
Regina Łowicka
 
autorka zdjęć i tekstu przysłanego na konkurs
"Polska z Dziećmi 2017"
(Wszelkie prawa zastrzeżone) 
 
Jeśli jesteś zainteresowany naszymi konkursami,
zapisz się na nasz NEWSLETTER (znajdziesz go na stronie głównej portalu)

Promowane miejsca przyjazne dzieciom:

KARINA
Wisła - śląskie
Beskid Śląski
VILLA ŹRÓDŁO - Laureat akcji HOTEL PRZYJAZNY RODZINIE
Tylicz k. Krynicy Zdrój - małopolskie
Beskid Sądecki
PRIMAVERA JASTRZĘBIA GÓRA - Laureat akcji HOTEL PRZYJAZNY RODZINIE
Jastrzębia Góra - pomorskie
Wybrzeże Bałtyku

Ostatnio dodane miejsca przyjazne dzieciom:

DOMKI RÓŻANE
Chłapowo - pomorskie
Wybrzeże Bałtyku
DOMKI PIASTOGRÓD
Jarosławiec - zachodniopomorskie
Wybrzeże Bałtyku
Ośrodek Wczasowy NEPTUN
Wicie - zachodniopomorskie
Wybrzeże Bałtyku
APARTAMENT NA WANIÓWCE
Stróża - małopolskie
Beskid Makowski
NADMORSKI PENSJONAT FALTOM***
Swarzewo k. Władysławowa - pomorskie
Wybrzeże Bałtyku
GÓRSKA LEŚNICZÓWKA
Zubrzyca Górna - małopolskie
Beskid Żywiecki






Powrót na górę strony

wyszukaj noclegi przyjazne dzieciom

Wakacje z dziećmi :

konkurs
poleć miejsce przyjazne dzieciom

Wasze wyprawy z dziećmi

dodaj obiekt przyjazny dzieciom
oceń obiekt przyjazny dzieciom