facebook

W 6 dni dookoła Kościeliska z dziećmi

W 6 DNI DOOKOŁA KOŚCIELISKA – Z DZIEĆMI :-)
 
Kościelisko to duża wieś podhalańska k. Zakopanego o bogatej ofercie wypoczynkowej, składająca się z 21 osiedli (dawnych osad pasterskich, tzw. polan – stąd bierze się dawniej oficjalna, a dziś potoczna nazwa miejscowości: Polany).
 
Na kilka dni Kościelisko stało się naszą bazą noclegową i wypadową po najbliższej okolicy – z dala od gwaru dużego miasta, a jednak wszędzie blisko.
 
Dzień 1 – kierunek KUŹNICE
 
 
Nasz cel to zdobyć tytuł Przyjaciela Tatrzańskiego Parku Narodowego :-).
 
O tej akcji dowiedzieliśmy się już na miejscu – zatem warto pytać lokalnie o aktualne atrakcje.
 
Aby otrzymać dyplom i odznakę, należy wykonać kilka zadań opisanych w specjalnie zredagowanej książeczce oraz wziąć udział w przynajmniej jednej z oferowanych przez park narodowy atrakcji.
 
Nasz wybór padł na Zespół Dworsko-Pałacowy w Zakopanem, Kuźnice 1, obecnie Dyrekcja TPN. W budynku wozowni można zwiedzić wystawę przyrodniczą „Kolekcja Kocyana” otwartą codziennie od 9 do 15 oraz tamże pobrać wspomnianą już książeczkę. Wystawa to zaskakująca ekspozycja spreparowanych ssaków i ptaków charakterystycznych dla przyrody tatrzańskiej.
 
 
- „To w końcu park chroni zwierzęta czy nie?” – padło słuszne pytanie z ust mojego 7-latka zaskoczonego faktem, iż są to prawdziwe zwierzęta poddane procesowi preparacji. W jaki sposób zostały zgromadzone do tej kolekcji? Na to pytanie musicie znaleźć odpowiedź odwiedzając wystawę -  robi wrażenie!
 
Zadania z książeczki wypełniliśmy jeszcze na miejscu - dzieci przysięgę wyrecytowały i medale otrzymały :-).
 
Chociaż pogoda spłatała nam figla i choć przemoczeni i głodni (posileni trochę czekoladkami z pobliskiego sklepu), powędrowaliśmy kawałek za wozownię, by sprawdzić, dokąd ciągnie się słynna kolejka oczekujących do wjazdu na Kasprowy Wierch, a tam...pustki... Pogoda odstraszyła chętnych, a nas również cena – prawie 250 zł za naszą 5-kę, a w zasadzie 4-kę, bo dzieci do lat 4 nie płacą.
 
Zawróciliśmy zatem, zachęceni szumem górskego potoku o nazwie ... – to zagadka dla bystrych ;-).
 
  
 
Nacieszyliśmy oko uroczym wodospadem, ale na teren Parku Narodowego już nie wchodziliśmy, bo nie podołalibyśmy wyzwaniu: szlak na Giewont czy Kasprowy Wierch ponad 2:30 h, do Doliny Gąsienicowej 1:30 h, itp.
 
Kuźnice stanowią jeden z najpopularniejszych punktów wyjścia dla wycieczek w wyższe partie Tatr Zachodnich i Wysokich. Znajduje się tu skrzyżowanie wielu szlaków.
 
Niezależnie od sprawności, rozsądny turysta przy tak złej pogodzie ucieka do ciepła i dobrego jedzenia. Zdecydowaliśmy się na to samo i „upolowaliśmy” przepyszny i łaskawy dla portfela obiad w restauracji „Marzanna” przy ul. Balzera 17 w Zakopanem. Trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo chętnych wielu, ale za to najeść się można domowo i przy tym regionalnie. Polecamy!
 
 
Dzień 2 – kierunek ZAKOPANE
 
 
Kolejny deszczowy dzień... Postawiliśmy zatem ponownie na wystawę – tym razem „Rok w Tatrach” w Centrum Edukacji Przyrodniczej w Zakopanem, ul. Chałubińskiego 42a. Wjazd do miasta od strony Krzeptówek funduje urocze widoki góralskiej architektury oraz naturalnie samych gór. W pogodny dzień widać z pewnością zachwycający pejzaż.
 
Przy Centrum Edukacji kolejny uroczy potok z wodospadem. Niestety natrafiliśmy na remont obiektu. Gdy już będzie skończony, warto z pewnością wrócić tu dla wspomnianej wystawy. 
 
Na pocieszenie postanowiliśmy zafundować sobie smaczny obiad – wybór padł na Krupówki – cel Dobra Kasza Nasza. W końcu być w Zakopanem i ominąć słynny deptak... Zdążając tam, minęliśmy Wielką Krokiew, również w remoncie, ale widok imponujący. Postanowiliśmy wrócić tu któregoś dnia, by przyjrzeć się z bliska temu znanemu obiektowi.
 
Auto zaparkowaliśmy tuż przy deptaku, przy ul. Nowatorskiej. Musieliśmy pokonać pieszo niemal całe Krupówki – ponad 1 km, by dojść do miejsca docelowego pod numerem 48.
 
Po drodze typowe kramy z zaskakującym asortymentem, stare miesza się z nowoczesnym, regionalne jadło w sąsiedztwie McDonalda. Taki urok... Nasza miejscówka robi dobre wrażenie – znakiem rozpoznawczym ptaszek. Lokal wypełniony po brzegi, obsługa miła, porcje duże – wyszliśmy dużo ciężsi :-).
 
W drodze powrotnej skręciliśmy w al. 3 Maja, by uszczęśliwić najmłodszych i obejrzeć, a raczej poczuć od środka Dom Do Góry Nogami, czynny 10-21, bilety niedrogie, bo 9 zł dorosły, a dziecko odpowiednio mniej. Miejsce rzeczywiście dla osób z mocnym błędnikiem. Nie zdradzamy za dużo szczegółów, ale warto – dużo śmiechu i innych wrażeń ;-).
 
 
Wracamy na naszą trasę Krupówkami, lecz po kilku metrach skręcamy w lewo za drogowskazem „Willa Atma”. Mieści się tam muzeum im. ...... No właśnie – kto pamięta z krzyżówek, do kogo należała Atma? Okazały budynek mogliśmy popodziwiać tylko z zewnątrz. Muzeum właśnie zamykano – było już po 16 w niedzielę. Sama droga do willi przysporzyła miłych wrażeń – piękne wille, w dole potok, stare zabudowania...
 
Od Atmy już tylko rzut beretem do wejścia na Krupówki. Zatem zatoczyliśmy koło i zapakowani do auta wyruszyliśmy w drogę powrotną do Kościeliska.  Prowadziła ponownie wzdłuż Krzeptówek i przy chwilowym rozpogodzeniu roztoczył się przed nami widok na Giewont – charakterystyczny tatrzański szczyt. Giewont to góra symbol – jeśli dobrze się przyjrzeć można rozpoznać pewną sylwetkę. Kogo przedstawia ta sylwetka? O tym trzeba przekonać się na własne oczy ;-).
 
Dzień 3 – kierunek DOLINA KOŚCIELISKA
 
Nadal pada... Niezrażeni tym faktem obraliśmy dziś za cel Dolinę Kościeliską, której nikomu nie trzeba zachwalać. Parking bezpośrednio przy wejściu kosztuje 30 zł, ale zaledwie kawałek dalej już tylko 10. Wejście na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego kilka symbolicznych złotych.
 
Ta jedna z najpiękniejszych tatrzańskich dolin prezentuje się cudownie o każdej porze roku. Nawet przy kapryśnej pogodzie (raz słońce - raz deszcz), z jednym dzieckiem na barana, drugim wdeptującym co i rusz w kałuże, a trzecim marudzącym – opłaca się taki spacer ;-).
 
 
Wspaniale wycisza, a oczy nie raz nie wierzą pięknu, które widzą.
 
Na odcinku do Jaskini Mroźnej mijamy Polanę Miętusią z bacówką gdzie kosztujemy przepysznych, świeżych, jeszcze ciepłych oscypków!
 
 
Kolejny charakterystyczny punkt na trasie to Polana Stare Kościeliska z kapliczką o ciekawym emblemacie oraz tablicą upamiętniającą pewien ośrodek, który tu dawniej istniał. Jaki? To zagadka dla ciekawych ;-) 
 
 
Tuż za polaną można skręcić w lewo by dotrzeć do Jaskini Mroźnej. Tego dnia była akurat niedostępna dla turystów. Jednak wkroczyliśmy na szlak i zaraz po przejściu mostka skręciliśmy w prawo, by stanąć na kładce, skąd da się zaobserwować ciekawe zjawisko. Z ziemi wybija źródło, a jego wody rozdzielają się na dwa rwące potoki – jeden kieruje się w lewo, a drugi w prawo. Źródło to zwane jest Lodowym.
 
Powróciliśmy na szlak i zaczeliśmy wspinać się „na próbę” skalistą ścieżką przez las.
 
  
 
Nie było łatwo – kamienie śliskie, dzieci niedoświadczone, szczególnie przy schodzeniu, ale jakże dumne z siebie!
 
Po próbnym wejściu i zejściu, znaleźliśmy się ponownie w Dolinie Kościeliskiej i pomaszerowaliśmy dalej w nadziei dojścia do schroniska na Hali Ornak i posilenia się tam. Jednak pobliski drogowskaz odstraszył nas skutecznie – zostało jeszcze 50’ drogi. Małe nóżki były już zmęczone, a kiedy obok przemknął koń ciągnący bryczkę z turystami, to motywacja poszybowała szybko w dół. Zawróciliśmy więc z postanowieniem, że na pewno jeszcze tu wrócimy.
 
Przy wyjściu z doliny, weszliśmy do pierwszej z brzegu jadłodajni (ceny niestety wyśrubowane), bo burczało nam w brzuchach. Biorąc pod uwagę nasze powolne tempo i liczne postoje, okazało się, że spędziliśmy w Dolinie ponad 4 godziny, choć wcale nie byliśmy świadomi upływającego czasu – jedynie nasze żołądki ;-).
 
Wyprawa udała się – będzie co wspominać!
 
 
Dzień 4 – kierunek TERMY CHOCHOŁOWSKIE
 
 
Obiekt – jak sama nazwa wskazuje – znajduje się w Chochołowie. Wieś ta znana jest jeszcze z kompleksu regionalnych, drewnianych chat, o czym więcej na końcu tej relacji.
 
Chochołowskie Termy świetnie wpasowały się w otaczający krajobraz – z okien roztacza się fantastyczny widok na tatrzańskie szczyty oraz potok Czarny Dunajec.
 
Budynek mieszczący kilkanaście różnych basenów, zbiorniczków, jacuzzi (niektóre z wodą solankową lub siarkową) sprawia wrażenie lekkiego i eleganckiego. Zmieściły się w nim także restauracje, kawiarnie, sklepy. Oczywiście wyposażony jest obowiązkowo w przeróżne zjeżdżalnie (nowością dla nas była możliwość zjazdu pontonami) oraz zewnętrzny kompleks składający się z dużego basenu z rwącą rzeką oraz małego ze zjeżdżalnią i spryskiwaczami dla dzieci. Woda w nich oczywiście cieplutka. A najbardziej zaskakująca rzecz na wyposażeniu to łaźnia parowa dla dzieci – kolorowa i radosna. Na czym polega ten radosny akcent? Trzeba przyjechać i samemu się przekonać :-).
 
Obiekt funkcjonujący zaledwie od 2 lat, przygotowany jest na przyjęcie jednorazowo setek gości. Nam wydawało się, że jest tłoczno, a był to przecież środek tygodnia, po sezonie! 
 
Po 3 godzinach pluskania czuliśmy się naturalnie ogromnie głodni. Ominęliśmy jednak dział restauracji w poszukiwaniu czegoś bardziej regionalnego na terenie Chochołowa. Wybór okazał się jednak niewielki i padł na restaurację „U Śliwy” (wyjeżdżając z parkingu należącego do term należy skręcić w prawo). Miejsce to nie zachwyciło nas tak jak „Marzanna” sprzed dwóch dni, ale w sumie wyszliśmy solidnie nakarmieni.
 
Spod restauracji można podejść spacerkiem do charakterystycznych dla Chochołowa zwartych zabudowań wspomnianych wcześniej. Jest to długi rząd drewnianych chałup góralskich. Na nas zrobiły wrażenie, a jeszcze bardziej sposób w jaki są myte. Jaki to sposób? Najlepiej przyjechać w okolicach Wielkanocy lub Bożego Ciała i przekonać się samemu.
 
Z pewnością warto również zarezerwować czas na odwiedzenie rozciągającej się w pobliżu Doliny Chochołowskiej.
 
 
Dzień 5 – kierunek ORAVSKY HRAD
 
Nareszcie pogodny dzień z widokiem na tatrzańską panoramę, a my uciekamy za granicę :-). Od miasteczka Orawa na Słowacji dzieli nas odległość zaledwie 60 km, czyli ok. 1 h drogi samochodem. Tutejszy zamek to największa atrakcja turystyczna regionu, a wręcz całego kraju. 
 
Dzieci ekscytowała perspektywa przekroczenia granicy kraju. Oczywiście to „przekroczenie” w dzisiejszych czasach jest wręcz niezauważalne.
 
 
Niemniej jednak fakt, że używa się tam innego języka i waluty zrobił duże wrażenie.
 
Na Słowację wjechaliśmy bez euro w kieszeni z nadzieją, że karta płatnicza wystarczy. W zasadzie mieliśmy rację, jedynie przy wjeździe na parking nastąpił moment zawachania, ale obsługa bez problemu przeliczyła nam opłatę na złotówki.
 
Okolica zamku zadbana i bardzo dobrze przygotowana na przyjęcie turystów.
 
Wstęp na zamek możliwy tylko z przewodnikiem słowackim; oprowadzanie w języku polskim tylko dla grup zorganizowanych. Do wyboru oczywiście też angielski lub niemiecki. Wcale nie tak łatwo było zrozumieć wykład po słowacku – wyłapywaliśmy tylko pojedyncze słowa ;-).
 
Jednak zamek mówi sam za siebie – jest niezwykły! Nigdy nie zniszczony, nigdy nie zdobyty. Jego kolejne kondygnacje pną się coraz wyżej i wyżej po stromej skale. Trasa prowadzi przez wiele dziedzińców, ekspozycji i wnętrz. 
Orawski zamek skrywa naturalnie swoje tajemnice i zamieszkany jest przez ducha. Jest nim Biała Dama bez jednej dłoni. W jakich okolicznościach straciła dłoń? Należy przyjechać i rozwikłać tę zagadkę na miejscu.
 
 
 
 
 
Dwugodzinny spacer kosztował nas trochę energii, lecz zamiast obiadu wybraliśmy lody – wypłaciliśmy z bankomatu 10 euro i posililiśmy się w pobliskiej kawiarence :-).
 
 
Dzień 6 – ŚLADAMI KOZIOŁKA MATOŁKA
 
Jedną z wielu odznak dziecięcych proponowanych przez PTTK jest odznaka "Śladami Koziołka Matołka".
 
By ją otrzymać, należy odwiedzić conajmniej 4 miejsca związane z tym sympatycznym komiksowym bohaterem oraz co najmniej 4 miejsca, w których przebywał. Wykaz tych miejsc można sprawdzić w regulaminie odznaki na stronie PTTK. Wśród nich jest i Zakopane. Koziołek przeżywa pewną przygodę na Wielkiej Krokwi. Jaką? Warto na nowo przeczytać Księgi Przygód Koziołka Matołka ;-).
 
Obiekt, mimo remontu, jest dostępny dla turystów.
 
 
Wjazd na samą górę Wielkiej Krokwi umożliwia wyciąg krzesełkowy. Taki przejazd to wielka frajda – nie tylko dla dzieci :-). 
 
 
Dodatkową atrakcją dla kibica skoków narciarskich jest możliwość podejścia do belki startowej i pozaglądania (przez szybę) do domków zawodników, w których przygotowują się przed startem lub odpoczywają po. Każdy domek oznaczony flagą i skrótem literowym danego kraju, więc była okazja urządzić dzieciom konkurs na ich rozpoznawanie.
 
Postanowiliśmy podążać dalej śladami Koziołka Matołka i znaleźliśmy się na cmentarzu na Pęksowym Brzysku.
 
 
Obok wielu innych znakomitości jest tu pochowany autor kultowego komiksu – pan Kornel Makuszyński. Jego grób do niedawna „oblepiony” tarczami szkolnymi, proporcami, itp. jest wciąż jednym z najbardziej zauważalnych pomników.
 
Warto również odwiedzić muzeum pisarza przy ul. Tetmajera 15. Mieści się w willi „Opolanka”, gdzie państwo Makuszyńscy mieszkali w czasie niemal corocznych letnich i zimowych pobytów w Zakopanem, a po drugiej wojnie osiedlili się na stałe. Muzeum to cztery pokoje dawnego mieszkania – mieści część (większość pochłonęła wojna) dorobku pisarza (kolekcjonował dzieła sztuki i korespondował z wybitnymi postaciami swojej epoki), wycinki prasowe i zbiór fotografii.
 
Przed wejściem do budynku obowiązkowa sesja fotograficzna – przy popiersiu pisarza i figurce Koziołka Matołka.
 
 
Nieopodal muzeum, przy ul. Piłsudskiego 6 znajduje się restauracja „Bąkowo Zohylina” – można tam zjeść smacznie i regionalnie. Zamówiliśmy zestaw Bąkowo Juzyna, którym najedzą się conajmniej 3 dorosłe osoby, a i dzieci o małym apetycie spokojnie też skorzystają. Kelnerzy w strojach ludowych, wystrój typowo góralski – naprawdę przyjemne miejsce.
 
 
Tego wyjątkowo pogodnego dnia zapragnęliśmy jeszcze na pożegnanie nacieszyć oczy panoramą Tatr. Doskonałym punktem widokowym jest Gubałówka, a przy tym wjechanie tam kolejką znacznie łaskawsze dla portfela niż opcja Kasprowy Wierch. Także połączyliśmy dwie atrakcje w jednym. Niestety pobyt na Gubałówce to niemal powtórka z przejścia Krupówek. Wzbudza mieszane uczucia... Niemniej jednak widok pierwsza klasa :-).
 
 
Takim akcentem kończymy naszą wyprawę, wracamy na ostatni nocleg w Kościelisku, następnego dnia rano wyruszamy w długą podróż do domu i już tęsknimy za górzystym krajobrazem ♥
 
Danuta Gawałkiewicz
 
autorka zdjęć i tekstu przysłanego na konkurs
"Polska z Dziećmi 2017"
(Wszelkie prawa zastrzeżone) 

Promowane miejsca przyjazne dzieciom:

KARINA
Wisła - śląskie
Beskid Śląski
VILLA ŹRÓDŁO - Laureat akcji HOTEL PRZYJAZNY RODZINIE
Tylicz k. Krynicy Zdrój - małopolskie
Beskid Sądecki
PRIMAVERA JASTRZĘBIA GÓRA - Laureat akcji HOTEL PRZYJAZNY RODZINIE
Jastrzębia Góra - pomorskie
Wybrzeże Bałtyku

Ostatnio dodane miejsca przyjazne dzieciom:

DOMKI RÓŻANE
Chłapowo - pomorskie
Wybrzeże Bałtyku
DOMKI PIASTOGRÓD
Jarosławiec - zachodniopomorskie
Wybrzeże Bałtyku
Ośrodek Wczasowy NEPTUN
Wicie - zachodniopomorskie
Wybrzeże Bałtyku
APARTAMENT NA WANIÓWCE
Stróża - małopolskie
Beskid Makowski
NADMORSKI PENSJONAT FALTOM***
Swarzewo k. Władysławowa - pomorskie
Wybrzeże Bałtyku
GÓRSKA LEŚNICZÓWKA
Zubrzyca Górna - małopolskie
Beskid Żywiecki






Powrót na górę strony

wyszukaj noclegi przyjazne dzieciom

Wakacje z dziećmi :

konkurs
poleć miejsce przyjazne dzieciom

Wasze wyprawy z dziećmi

dodaj obiekt przyjazny dzieciom
oceń obiekt przyjazny dzieciom