facebook

Polska z dziećmi - od Bałtyku po góry

Gąski, Gąski my nie chcemy wracać do domu…! Wakacyjne przygody rodziny Kurków nad morzem i nie tylko...
 
Plan był prosty i znany od dawna: w tym roku jedziemy nad morze! Niewiadome były tylko szczegóły: kiedy? i gdzie? Pomysły były różne, wstępnie zakładaliśmy wyjazd we wrześniu, żeby nie przedzierać się przez hordy plażowiczów z parawanami pod pachą.
 
Plany mają jednak to do siebie, że lubią się zmieniać i zamiast urlopu we wrześniu był urlop od połowy sierpnia, a wakacyjna podróż oprócz Gąsek na Pomorzu Zachodnim obejmowała króciutki wyjazd na Jurę Krakowsko-Częstochowską oraz 2-dniowy pobyt nad Jeziorem Ostrzyckim
 
Wyjazd z Kielc do Ojcowa był głęboko skrywaną tajemnicą ze względu na urodzinowy prezent-niespodziankę dla tatusia. Nikt oprócz mnie nie wiedział gdzie, ani po co jedziemy i to do ostatniej chwili. Na wszelkie pytania odpowiadałam: zobaczycie!
 
Ruszyliśmy drogą  na Kraków z zastrzeżeniem, że od Miechowa jedziemy w innym kierunku. Droga w nieznane nie była prosta, jak zresztą zawsze z niespełna czterolatkiem na pokładzie, który co chwilę dopytuje, czy już dojeżdżamy na miejsce.
 
Nawigacja prowadziła nas drogami bez nazw, wśród pól, łąk i dziur, aż w końcu dojechaliśmy na pierwszy postój tego dnia i naszym oczom ukazał się Zamek Pieskowa Skała przepięknie skąpany w zieleni i sierpniowym słońcu.
 
Nasz szkrab jest zapalonym fotografem, gdy tylko zobaczy aparat, zaraz ogarnia go mania robienia zdjęć. Dlatego też mamy bardzo dokładnie obfotografowany dziedziniec i krużganki.
 
 
Fotograf Zamku Pieskowa Skała
 
Następnie przeszliśmy pod Maczugę Herkulesa, gdzie ponownie każdy obfotografowała każdego i zachwyceni okolicą spacerkiem wróciliśmy do samochodu.
 
Pojechaliśmy do Ojcowa na obiad i przy okazji obejrzeć ruiny tamtejszego zamku.
 
  
 
Zwiedzamy Ojców
 
Natomiast kolejnym punktem wyjazdu-niespodzianki był spacer w kierunku Bramy Krakowskiej i Źródełka Miłości. Spacer w tak wyjątkowym miejscu jest przyjemnością samą w sobie, a gdy dotarliśmy na miejsce docelowe tatuś dowiedział się, co go czeka następnego dnia.
 
Było to urodzinowe nurkowanie-niespodzianka w zalanym kamieniołomie w krakowskim Zakrzówku. Pełni fantastycznych wrażeń z pierwszego krótkiego pobytu w Jurze, postanowiliśmy koniecznie wrócić tam ponownie i to najlepiej na kilkudniową rowerową wycieczkę. 
 
Następnego dnia tatuś sobie trochę ponurkował, a ja z synkiem kibicowaliśmy mu z brzegu i robiliśmy kolejne pamiątkowe zdjęcia. Niespodzianka zaszczepiła bakcyla nurkowania, więc prezent okazał się wyjątkowo udany.
 
Po pierwszych relacjach z podwodnych wrażeń, ruszyliśmy w drogę powrotną do Kielc, bo trzeba było zacząć pakowanie nad morze, nad które mieliśmy wyruszyć już następnej nocy.
 
Cała niedziela przebiegała na wybieraniu, przekładaniu, układaniu i pakowaniu potrzebnych rzeczy. A przede wszystkim na odpowiadaniu milion razy na pytania zniecierpliwionego synka: kiedy jedziemy? już jest ciemno? za kawałeczek? i tak co chwilę przez cały dłuuuugi dzień. Sama podróż trwała całą noc i w końcu dojechaliśmy nad Bałtyk. 
 
Pomorze Zachodnie przywitało nas zachmurzonym niebem, silnym wiatrem i co chwilę padającym deszczem. Niezrażeni aurą, na pierwszą wycieczkę wyruszyliśmy do Kołobrzegu. Pierwsze hausty morskiego powietrza na molo i pierwsze pogonie za mewami bardzo się spodobały małemu podróżnikowi. Wiatr wywiał nas do centrum w okolice latarni morskiej, gdzie zagadnął nas marynarz ze statku „Viking” z propozycją rejsu wycieczkowego.
 
 
Wycieczkowiec Viking
 
Maluszek bardzo się zapalił do pomysłu, więc postanowiliśmy wyruszyć na pierwszą w życiu morską przygodę synka.
 
Decyzja okazała się nieco pochopna, a początkowy entuzjazm całej trójki przerodził się w pytania: po co nam to było? Okazało się, że wybraliśmy niezbyt odpowiedni dzień na rejs z maluchem, bo nie dość, że fale wysoko podrzucały dziób statku, to jeszcze  z impetem zalewały pokład, mocząc przy okazji buty. W połowie rejsu zaczął padać rzęsisty deszcz, a całość dopełniały niemiłosierne wrzaski przerażonych dzieci z kolonii. Nasz synek porządnie się wystraszył i po kilku pierwszych minutach rejsu wtulał się w nas, a my z mężem odliczaliśmy sekundy do końca, w myślach modląc się, żeby ta atrakcja nie skończyła się jakimś solidnym przeziębieniem.
 
Po 40 minutach walki o w miarę stabilne siedzenie na rozchwianym pokładzie i osłanianiu syna przed deszczem i wiatrem, wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, bo dobijaliśmy do brzegu. Przed cumowaniem synek się rozkręcił i podziwiał inne statki, twierdząc, że tylko troszeczkę się przestraszył i to głównie wrzasków innych dzieci.
 
Po kilku minutach na lądzie, gdy opadły pierwsze emocje stwierdzaliśmy, że wycieczka była mimo wszystko fajna, a w słoneczny dzień byłaby rewelacyjną okazją do robienia zdjęć i świetnej zabawy w piratów. 
 
Po szybkim obiedzie pojechaliśmy do miejsca docelowego, do Gąsek. Tam pierwsze wyjście na plażę okazało się dość problematyczne. Mała maruda po ciężkiej nocy spędzonej w foteliku zdrzemnęła się chwilkę w samochodzie i oświadczyła niezadowolona, że boi się wszystkiego: piasku, plaży, wiatru i morza… Tatuś niezrażony pogodą postanowił przełamać zły nastrój synka i oswoić go z morzem. Wziął malucha na ręce i zaczęli skakać przez fale. Początkowe muchy w nosie zostały szybko przegonione i niezadowolenie szybko ustąpiło piskom zachwytu, chęci zdejmowania ubrania i samodzielnego wskoczenia do morza. Maluch tak się rozbrykał, że z trudem zabraliśmy go na kolację. Najważniejszy cel został osiągnięty – dziecko przestało bać się plaży! :-)
 
 
Poznajemy Bałtyk
 
Następny dzień przywitał nas obfitym deszczem, więc postanowiliśmy jechać do Parku Wodnego w Koszalinie. Radości było co niemiara mimo dużego tłoku na basenach (warto skorzystać z biletu rodzinnego, bo jest bardziej atrakcyjny cenowo niż wykupowanie pojedynczych godzin).
 
Po obiedzie wykorzystaliśmy bezdeszczową chwilę i pospacerowaliśmy po przepięknym Parku im. Książąt Pomorskich. Maluch próbował przeganiać wyjątkowo ospałe gołębie, które zupełnie lekceważyły jego starania. Spacer skróciła kolejna fala deszczu.
 
Jednak zanim wróciliśmy do wynajmowanego pokoju postanowiliśmy przy okazji podjechać nad Jezioro Jamno, bo przecież byliśmy tak blisko, że szkoda było nie wykorzystać okazji. Gdy dojechaliśmy na przystań, przez chwilę nie padał deszcz, ale za to było bardzo wietrznie, więc nasz pobyt był tak naprawdę rzuceniem oka na okolicę. Ten luźny pomysł z zerknięciem na jezioro okazał się wyjątkowo trafnym. Przy przystani zacumowany był tramwaj wodny „Koszałek”, którym można się udać na rejs między miejscowościami Jamno i Unieście.
 
  
 
Tramwaj wodny "Koszałek"
 
Niestety tego dnia nie było już to niemożliwe, ale zrobiliśmy zdjęcie rozkładu rejsów i powzięliśmy zamiar powrotu następnego dnia, zwłaszcza że pobieżne oględziny wykazały, iż statek jest w pełni obudowany i nawet przy sporych falach raczej nie stanowił zagrożenia dla suchości obuwia ;). 
 
Trzeci dzień na Pomorzu był w końcu słoneczny i można było poplażować. Zaczęło się uciekanie przed falami i ich gonienie, moczenie ubranek, zbieranie kamyków, bieganie po plaży, zakopywanie nóg w piasku i wiele innych fantastycznych zabaw, podczas których dziecku nie schodzi uśmiech z buzi.
 
Zabawa na plaży tak nas zaabsorbowała, że prawie się spóźniliśmy na rejs „Koszałkiem”. Jechaliśmy na przystań poddenerwowani, zerkając co chwilę na zegarek i licząc po cichu, że nie zabraknie dla nas miejsc (zgodnie ze znalezionymi informacjami w intrenecie na jeden rejs może wyruszyć 65 osób, można też zabrać ze sobą rower i to bezpłatnie).  Na szczęście udało nam się zdążyć niemalże w ostatniej chwili i zająć miejsca w tramwaju. 
 
Cóż tu dłużej ukrywać, ta przypadkowo znaleziona atrakcja (nigdzie nie spotkaliśmy się z informacjami na temat „Koszałka” podczas planowania urlopu!) okazała się po prostu strzałem w 10! Dlaczego? Powodów jest co najmniej kilka. Po pierwsze cena - za 2 osoby dorosłe plus dziecko poniżej 4 lat zapłaciliśmy mniej niż za jedną osobę na statku w Kołobrzegu. Po drugie rejs tym statkiem trwał 1 godz. 40 minut, po drodze są dwie przystanie, na których można wysiąść, pójść do Unieścia na obiad i np. skończyć podróż następnym rejsem. Po trzecie wielką atrakcją jest samo jezioro, które oszałamia swoim urokiem, a po czwarte na statku dzieciaki na pewno nie będą się nudzić, bo obsługa ma  w zanadrzu wiele atrakcji, żeby umilić swoim gościom rejs. 
 
Na „Koszałku” przywitała nas dwuosobowa załoga, jeden z panów pozostawał za sterami, a drugi zajmował się turystami i nota bene robił to bardzo dobrze. W trakcie rejsu można się dużo dowiedzieć o samym jeziorze, jak i o okolicznych miejscowościach. Informacje były przeplatane licznymi anegdotami i żartami, co bardziej ze zrozumiałych względów odpowiadało starszej części podróżników. Pan marynarz jest niezwykle ciepłą osobą, która szybko łapie kontakt z dziećmi, oferuje pomoc w robieniu rodzinnych zdjęć i co chwilę podrzuca ciekawe marynistyczne gadżety. Turyści mają do dyspozycji przeróżne nakrycia głowy m.in. czapki kapitana, marynarzy, piratów, a ponadto przepaski na oczy, czy kapoki.
 
 
Bezpieczeństwo najważniejsze
 
Dzieci były zachwycone mogąc się stroić i pozować do zdjęć. Nie wiem jak jest w inną pogodę, ale na naszym rejsie w słoneczny dzień panowie pozwalali wychodzić na dziób i rufę statku. Jest to fantastyczna okazja do podziwiania Jeziora Jamno i okolicy. 
 
Jednak najważniejszą i najwspanialszą dla naszego szkraba atrakcją na „Koszałku” była możliwość stania za prawdziwym sterem i kierowania tramwajem wodnym pod bacznym okiem kapitana!
 
 
Mały Kapitan
 
Wszystkie dzieci były zachwycone taką wyjątkową okazją i po kilka razy ustawiały się w kolejce do steru. Taka radość i duma rysujące się w oczach maluszka są po prostu bezcenne. Przez cały rejs nie słyszeliśmy żadnego marudzenie, a to jest najlepsza rekomendacja dla innych rodziców. Cała nasza trójka wracała do Gąsek bardzo zadowolona i chętnie byśmy powtórzyli taką wyprawę jeszcze raz. 
 
Kolejny słoneczny dzień poświęciliśmy na dłuższe plażowanie i wszelkie atrakcje z tym związane. Było więc budowanie zamku z piasku z obowiązkową fosą, ozdabianie go kamieniami, a na koniec przebieganie po nim z szaleńczą uciechą. Fantastyczną zabawą dla synka było nalewanie łopatką morskiej wody do wiaderek. Maluch kategorycznie odrzucał „drogę na skróty” i łapanie wody bezpośrednio do wiaderka, więc ciężko pracował przenosząc wiaderkami wodę do fosy. Uciechom i nowym pomysłom nie było końca, były nawet tańce na plaży, tylko brakowało czasu na leżenie na kocu.
 
 
Zabawa na plaży
 
Po obiedzie odwiedziliśmy największą atrakcję  Gąsek – latarnię morską. Zawsze gdy mamy ku temu sposobność wspinamy się na takie punkty widokowe, bo przecież z góry najlepiej widać otaczające nas piękno. Powrót na kwaterę był kolejną gonitwą po plaży przerywaną rzuceniem kamieniami do morza i skakaniem po falach. Taki swobodny, wyluzowany dzień pokazuje, ze wcale nie trzeba zasypywać dziecka milionem wymyślnych atrakcji, podsuwać mu pod nos najnowszych gadżetów żeby świetnie się bawiło. Wystarczy poświęcić mu swój czas i razem szaleć jak za czasów własnego dzieciństwa.
 
 
Bezcenne chwile
 
Następnego dnia pożegnaliśmy Gąski i pojechaliśmy nad Jezioro Ostrzyckie. Mnogość atrakcji, ciekawych miejsc i pysznego jedzenia była tak duża, że relację z tej wyprawy zostawimy sobie na inną okazję. Kaszuby to kolejne miejsce na mapie Polski, które z pewnością jeszcze odwiedzimy, bo tamtejsza cisza i spokój są wyjątkowo kuszące.
 
Z całą stanowczością mogę stwierdzić, że tegoroczne wakacje uważamy za bardzo udane. Jesteśmy rodziną, która lubi aktywnie spędzać wolny czas. Lubimy zwiedzać, poznawać nowe miejsca i tak naprawdę nie wyobrażamy sobie wakacji spędzonych wyłącznie między plażą i basenem w zatłoczonym kurorcie. Dodatkowo uważamy, że trzeba zapewnić dziecku ciekawe wrażenia, bo choć często kończy się to okropnym zmęczeniem i marudzeniem do granic absurdu, to miło jest później wspominać nasze kolejne wyprawy oglądając pamiątkowe zdjęcia. 
 
Pozdrawiamy serdecznie 
Rodzina Kurków z Kielc 
Ewelina Kurek
 
autorka zdjęć i tekstu przysłanego na konkurs
"Polska z Dziećmi 2017"
(Wszelkie prawa zastrzeżone) 
 
Jeśli jesteś zainteresowany naszymi konkursami,
zapisz się na nasz NEWSLETTER (znajdziesz go na stronie głównej portalu)

Promowane miejsca przyjazne dzieciom:

KARINA
Wisła - śląskie
Beskid Śląski
VILLA ŹRÓDŁO - Laureat akcji HOTEL PRZYJAZNY RODZINIE
Tylicz k. Krynicy Zdrój - małopolskie
Beskid Sądecki
PRIMAVERA JASTRZĘBIA GÓRA - Laureat akcji HOTEL PRZYJAZNY RODZINIE
Jastrzębia Góra - pomorskie
Wybrzeże Bałtyku

Ostatnio dodane miejsca przyjazne dzieciom:

DOMKI RÓŻANE
Chłapowo - pomorskie
Wybrzeże Bałtyku
DOMKI PIASTOGRÓD
Jarosławiec - zachodniopomorskie
Wybrzeże Bałtyku
Ośrodek Wczasowy NEPTUN
Wicie - zachodniopomorskie
Wybrzeże Bałtyku
APARTAMENT NA WANIÓWCE
Stróża - małopolskie
Beskid Makowski
NADMORSKI PENSJONAT FALTOM***
Swarzewo k. Władysławowa - pomorskie
Wybrzeże Bałtyku
GÓRSKA LEŚNICZÓWKA
Zubrzyca Górna - małopolskie
Beskid Żywiecki






Powrót na górę strony

wyszukaj noclegi przyjazne dzieciom

Wakacje z dziećmi :

konkurs
poleć miejsce przyjazne dzieciom

Wasze wyprawy z dziećmi

dodaj obiekt przyjazny dzieciom
oceń obiekt przyjazny dzieciom