W podróży przez Małopolskę
Pod ziemią, w zamkach i w poszukiwaniu maszkaronów czyli cztery dni w Małopolsce
Co prawda jadąc na Sądecczyznę, wielokrotnie tamtędy przejeżdzałam, wydawałoby się zatem, że tereny te są mi poniekąd znane. Ale jak to z przejazdami - człowiek spieszy się, aby dostać się do punktu, do którego zaplanował dotrzeć a to, co mija po drodze - jasne, kiedyś obejrzy...

WIdok z Zamku Tropsztyn
I to „kiedyś” właśnie po wielu latach nadeszło. Przy okazji wizyty w Wieliczce, która jest oczywistą atrakcją na mapie Polski - zajrzeliśmy w te mniej oczywiste zakamarki Małopolski, a wracając - również Ziemi Świętokrzyskiej. Wiele zakamarków zostawiając na kolejne „kiedyś”, bo w cztery dni nie da się wszystkiego... Chciał nie chciał, ominęliśmy na przykład Bochnię (kopalnia soli) i Niepołomice (zamek). Na swoje usprawiedliwienie podając fakt, że w kopalni spędziliśmy i tak kilka ładnych godzin (Wieliczka), a i zamków widzieliśmy niemało (Nowy Wiśnicz, Tropsztyn, Czchów). Ale o tym po kolei...
Na pierwszy ogień - Wieliczka
Pomimo że trafiliśmy na słoneczną, nie nazbyt męczącą duchotą i temperaturą pogodę - postanowiliśmy spędzić ponad pięć godzin pod ziemią. W podziale na dwie tury - jednego dnia w formie klasycznej (Trasa Turystyczna), drugiego - podejmując górnicze wyzwanie (Trasa Górnicza). Bo kopalnia w Wieliczce umożliwia wybór różnych opcji - najbardziej oblegana Trasa Turystyczna wiedzie przez widowiskowe korytarze, sale, kaplice i komory. Trasa Górnicza rozpoczyna się w zupełnie innym miejscu (szyb Regis) i w żadnym momencie nie pokrywa z Trasą Turystyczną - prowadzi bardziej surową (iście górniczą) drogą. Na spotkanie z podziemną przygodą (przy wyborze drogi górniczej) należy ubrać specjalny strój i oczywiscie kask. Jest też kolejna opcja - dla tych, którzy po męczącej wędrówce chcieliby odpocząć w oparach soli... Wtedy Tężnie Solankowe czekają na chętnych. Nam nie starczyło już czasu.

Trasa Górnicza w Wieliczce
Wieliczkę zwiedzają turyści z różnych stron świata. Mnóstwo ludzi! Tak dużo, że czasem trzeba zaczekać na trasie, aby poprzednia grupa opuściła miejsce postoju. Dobrym rozwiązaniem jest audioprzewodnik ze słuchawkami, który otrzymuje każdy uczestnik - dzięki temu słyszy wyraźnie słowa przewodnika, nawet w natłoku innych wycieczek.
Dobrze, że nie wyrzuciliśmy biletów z kopalni - dzięki nim mogliśmy za pół ceny odwiedzić Zamek Żupny (taka promocja ku zachęcie dla zwiedzających). Bo muzeum we wnętrzu kopalni, do którego można wejść po zakończeniu Trasy Turystycznej (w ramach zakupionego biletu) niestety, przeszło nam koło przysłowiowego nosa. Musielibyśmy za długo czekać na zwiedzanie (odbywa się wyłącznie o określonych godzinach).
Czteroskrzydłowa rezydencja - Wiśnicz
Kolejny, po żupnym, zamek to chluba tych stron. Imponująca czteroskrzydłowa rezydencja Kmitów z wieżami, dziedzińcem, arkadami to drugi co do wielkości zamkowy obiekt Małopolski. Ruszyliśmy na oglądanie jego wnętrz wraz z grupą pod kuratelą przewodniczki. Innym wyjściem jest wypożyczenie audioprzewodnika - wtedy można poruszać się samemu. Sale reprezentacyjne, komnaty mieszkalne, kaplica, biblioteka - kto lubi zwiedzać zamkowe wnętrza - będzie zadowolony. Tak jak my.

Zamek w Wiśniczu
To jeszcze nie wszystkie nasze zamkowe peregrynacje. Te kolejne obejmują ruiny, ale jakie! Wyglądające imponująco! Na dodatek mające wiele wspólnego z odległymi stronami i niemałym bogactwem...
Tropsztyn - historia z Inkami w tle
Ten odrestaurowany zamek nie dość, że pięknie położony - kryje też tajemnicę sięgającą, bagatela, Ameryki Południowej - Peru. Czy to legenda czy prawda - każdy może mieć swoje zdanie. W rozstrzygnięciu dylematu pomoże, choć trochę, fabularyzowany film dokumentalny „Klątwa skarbu Inków” (z 2001 roku), który, w ramach biletu wstępu można obejrzeć w zamkowej sali. Nie zdradzam treści, napomknę tylko, że nam się na zamku bardzo podobało. Wspięliśmy się na kolejne piętra, nasyciliśmy widokiem.

Tropsztyn - Dziedziniec

Zamek Tropsztyn
Niestety, ponieważ wpadliśmy w ostatniej chwili, nie wystarczyło nam czasu na chwilę dla zmysłów (głównie smaku) w tutejszej kawiarence. A szkoda, bo skoro klimat miejsca tak do nas przemówił to i delektowanie się specjałami byłoby w tych wnętrzach przyjemne... Wieczór za pasem, zatem kolejny zamek odłożyliśmy na jutro.
Promowa przeprawa - Tropie
Zanim dotarliśmy do zamku, najpierw przeprawiliśmy się promem na drugą stronę Dunajca. Choć sama podróż nie trwała długo, swoje, przed wjazdem i wejściem na prom, musieliśmy odczekać. Czas przeznaczyliśmy na podziwianie widoków i delektowanie się spokojem. Po drugiej stronie Dunajca - ten spokój nadal się utrzymywał. Celem naszej przeprawy była miejscowość Tropie. Sanktuarium pod wezwaniem św. Świerada i Benedykta to miejsce ustronne, nad wodą, również z pięknym widokiem. Poza nami nie było w poblizu nikogo. Do wnętrza kościółka wejść się nie dało, ale już samo otoczenie sprawiło, że poczuliśmy duszę tego miejsca.
Zamek w Czchowie
Podążając zamkowym traktem dotarliśmy i do Czchowa. Zostawiliśmy auto na parkingu u stóp zamku, moment i już byliśmy na dziedzińcu. Zrekonstruowana budowla udostępniona jest do zwiedzania bezpłatnie (poza płatnym wstępem na wieżę, którego my nie zaliczyliśmy). Jej znaczenie w czasach średniowiecznych było, podobnie jak pozostałych zamków tego rejonu, bardzo wazne - chroniła wegierski szlak handlowy. Przyznam, że warto zajrzeć do tej malowniczo połozonej na wzgórzu królewskiej siedziby . Nie zabawiliśmy długo, bo zaplanowaliśmy jeszcze Tarnów. Ten ma do zaproponowania tyle, że obawialiśmy się, że nie zdążymy w ciągu jednego tylko dnia.

Zamek w Czchowie
I faktycznie, musieliśmy narzucić sobie szybkie tempo zwiedzania i wałęsania się po ulicach, ale wyjażdzaliśmy bardzo usatysfakcjonowani.
Tarnowskie maszkarony
Tarnów nas zauroczył. Przepiękny rynek z ratuszem okrzyknięty został, jak donoszą przewodniki, jednym z najładniejszych w Polsce. Zgadzamy się z tym w pełni. Można delektować się pięknem po prostu spacerując. Tu jedna z wizytówek miasta - kultowa Cafe Tramwaj, faktycznie urządzona w tramwaju - replice szynowca, który jeździł po mieście. Tam pozostałość najstarszej synagogi - bima. Jeszcze dalej ulica Wałowa z Ławeczką Poetów.

Tarnowski ratusz
I wiele, wiele innych miejsc, kościołów, renesansowych kamienic, pomników i... maszkaronów. Te ostatnie, tak jak krasnale we Wrocławiu czy króle w Gnieźnie - zasiadają na chodnikach miasta, schodach czy parapetach wytyczając swoisty szlak. 14 figurek stworzonych przez 14 artystów to nawiązanie do renesansowych maszkaronów zdobiących tarnowski ratusz. Z przyjemnością podążyliśmy ich tropem. Nie zdecydowaliśmy się jednak na znalezienie wszystkich, bowiem zaplanowaliśmy odwiedziny aż 3 muzeów - wybraliśmy je z większej puli, zorientowawszy się, że wszystkich nie damy rady.

Maszkaron
♦ ♦ ♦ ♦ ♦
NOCLEGI POLECANE PRZEZ RODZICÓW: >>KLIKNIJ TU<<
♦ ♦ ♦ ♦ ♦
Tarnowskie muzea
Muzea zamykane są dość wcześnie - na przykład Muzeum Historii Tarnowa i Regionu już o godz. 15.00. Zrezygnowaliśmy z muzeum w Ratuszu (Galeria Sztuki Dawnej), decydując się wyłącznie na wieżę ratuszową, skąd rzuciliśmy okiem na okolicę. A wracając do Muzeum Historii Tarnowa i Regionu - bardzo jesteśmy zadowoleni z wizyty w nim - muzeum, choć niewielkie, okazało się być bardzo ciekawie zaaranżowane. Multimedialne rozwiązania korespondujące z historycznymi wnętrzami renesansowych kamieniczek, w sposób interesujący podane najważniejsze fakty z historii miasta. Zwiedzanie wyznaczone było przez taśmę katarynki a gospodarzem miejsca okazał się... tak, kataryniarz. Po drodze można było wysłuchać odgłosów miasta, wkładając bilet do specjalnych czytników, których szukanie też okazało się dodatkową atrakcją. Poznaliśmy wybitnych tarnowian, między innymi generała Józefa Bema, którego imponującej wielkości mauzoleum odwiedziliśmy potem w Parku Strzeleckim.

Muzeum, Tarnów

Muzeum Historii Tarnowa i Regionu
Wybitnych tarnowian poznaliśmy też w Pasażu Odkryć - to Centrum Nauki i Techniki, zlokalizowane również na tarnowskim rynku. „Polski Edison” - Jan Szczepanik, Jan Głuszak ps. Dagarama i inni - znaleźli swoje miejsce w Pasażu. Tam wiedza i nauka stykają się z zabawą. Doświadczaliśmy, uczyliśmy się i bawili, całkiem dobrze. Słuchaliśmy, czytaliśmy, dotykali, odkrywali.

Pasaż Odkryć w Tarnowie

Połączenie nauki z zabawą w Pasażu Odkryć w Tarnowie
I na koniec - puściliśmy się pędem do Muzeum Etnograficznego (które rownież zamykało się o godz. 15.00). W nim zetknęliśmy się głównie z tematyką romską - wystawa stała wielka nie była, ale dzięki temu zgłębiliśmy ją szczegółowo. Instrumenty, fotografie, przedmioty codziennego użytku, opisy, wiadomości. Bardzo ciekawie, mimo że bardzo tradycyjnie.

Romowie w Muzeum Etnograficznym
Na dziedzińcu czekał na zwiedzających prawdziwy tabor - wozy kolorowe, jak w piosence Maryli Rodowicz...

Jadą wozy kolorowe taborami - Muzeum Etnograficzne w Tarnowie
Wstąpiliśmy też do pomieszczenia „W babcinej izbie” - ekspozycja ukazująca wnętrze wiejskiej chaty sprzed lat zwieńczyła nasz spacer po muzeum. I jednocześnie pobyt w Tarnowie. Już jednak wiemy, że wrócić tu warto. Chociażby po to, by niespiesznie przejść się po tym wielokulturowym mieście, znaleźć kolejnego maszkarona, może przysiąść w jednej z wielu kawiarenek...
Powrót przez kolorowe Zalipie
Ponieważ czekał nas kilkugodzinny powrót do domu - pomyśleliśmy, że i po drodze warto to i owo zwiedzić.
Pierwszy postój zaplanowaliśmy w Zalipiu. Malowane domy, malowany kościół, kwieciste studzienne wiadra czy buda dla psa jak rabatka. Folklor co prawda nie na każdej, ale na wielu ścianach.

Zalipie
Jedne domy przeznaczone są do zwiedzania, na inne - te, które są własnością prywatną można jedynie zerknąć z daleka (choć bywają też udostępnione). Zrobiliśmy sobie spacer autem, przystając jedynie pod Domem Malarek i Zagrodą Felicji Curyłowej a także wspomnianym kościołem. Przyznam, że wyobrażałam sobie, że kolorowe obiekty są bardziej zwarte, stoją bliżej siebie. Okazało się, że, ponieważ się spieszyliśmy, auto stało sie całkiem sprzyjającym rozwiązaniem.

Zalipie - malowany kościół
Archeologia w Wiślicy
Początki malowanej wsi to XIX wiek. Miejsce, które za chwilę mieliśmy odwiedzić - powstało wiele wieków wcześniej. W obecnej formie działa od niedawna. Muzeum Archeologiczne w Wiślicy to nowoczesna placówka.

Muzeum Archeologiczne w Wiślicy
A sama miejscowość należy do wiodących w Polsce pod kątem walorów historyczno - archeologicznych. Bardzo ciekawie poprowadzona podziemna trasa odsłania znaleziska z wykopalisk, pozostałości kościołów, ale także uczy dawnej historii poprzez rozwiązania multimedialne. Zwiedza się z przewodnikiem. Bardzo polecamy!

Grodzisko w Wiślicy
Bazylika, Dom Długosza (z muzeum, którego nam się nie udało zwiedzić), ślady po grodzisku, Psia Górka to kolejne miejsca na mapie Wiślicy, które warto odwiedzić. Spiesząc się mniej niż my.
Bardzo aktywna była ta nasza wyprawa. Tak jak lubimy. I wiemy co zwiedzimy, kiedy wrócimy w te strony. A wrócimy na pewno.
Przeczytałeś artykuł w portalu Dzieciochatki.pl - Miejsca Przyjazne Dzieciom
POLECANE NOCLEGI PRZYJAZNE DZIECIOM: >>KLIKNIJ TU<<
Więcej ciekawych artykułów o podróżowaniu z dziećmi po Polsce tutaj:
WAKACJE Z DZIEĆMI
CIEKAWE MIEJSCA NA WYPRAWY Z DZIEĆMI
NIEZBĘDNIK PODRÓŻUJĄCEGO Z DZIECKIEM
WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Portal DziecioChatki.pl














