Jedna wyprawa, dwie depresje, dwa tygodnie na dziko z dziećmi: Żuławy, ujście Wisły i Mierzeja Wiślana ze spaniem w samochodzie
Jedna wyprawa, dwie depresje, dwa tygodnie na dziko z dziećmi: Żuławy, ujście Wisły i Mierzeja Wiślana ze spaniem w samochodzie
Dzieci wyrastają nie tylko z ubrań, ale też ze swoich nawyków, ulubionych dań, zainteresowań, znajomości, ale przede wszystkim sposobów spędzania wolnego czasu.
Jakież było moje zdziwienie, gdy szukając sposobów na niskobudżetowe, a zarazem wyjątkowe wakacje, zapytałam córkę, czy nie chciałaby spróbować takich podróży traperskich, na dziko - a ta bez namysłu odpowiedziała: "Oczywiście".
Minimalizm jako klucz do udanych wypraw
Inspiracji nie brakuje. Rzecz w tym, aby nie popaść w obłęd gromadzenia ekwipunku, który nie jest niezbędny. Na szczęście są główni hamulcowi tych zapędów: ograniczona pojemność samochodu oraz zasobność portfela. I nie jest to wcale tak złe.
Zresztą, od kilku lat, mieszkając z córką na 21,5 metrach, uczę się nieustannie minimalizmu. Co, jak się okazuje, pozwala utrzymać równowagę i kontrolę nad wyborami między tym, co niezbędne, a tym, co jest gadżetem, który cieszy tylko chwilę. Wszystkie te myśli towarzyszyły mi, gdy zaczęłam planować wakacje. Wybór, gdzie pojechać, nie stanowił problemu. Gorzej było - jak się przygotować na wakacje na dziko z dwójką dzieci, psem. Mieć ze sobą to, co niezbędne i jeszcze zmieścić to w samochodzie, w którym miało być również spanie! Może ten wstęp wydać się przydługi, ale pytań było wiele, a jeszcze więcej wątpliwości.
Pierwszym źródłem inspiracji była grupa na FB "Spanie w samochodzie". Ludzie wymieniają się na niej pomysłami i rozwiązaniami, czy informacjami o zakupach, które okazały się bardzo trafione. Oczywiście chwalą się też miejscówkami, gdzie udało im się zanocować. Królują zdjęcia z nóżkami, kubkami kawy w ręku, z bagażnikiem samochodu otwierającym się na niesamowite krajobrazy. To była dla mnie prawdziwa inspiracja i motywacja do działania. Możesz nie wierzyć, ale są tacy, którzy nawet w zimie kontynuują swoje wyprawy.
Zaczęłam od spania z córką u przyjaciół na wsi na ich podwórku, dysponując tym, co miałam.
To było chyba w marcu. Wzięłam pojedyncze materace dmuchane, kołdry, śpiwory.
Po pierwszej nocy miałam już punkt odniesienia do tego, co było nie tak. Na wiosnę w grupie zaczynały się sypać posty o promocjach na to i na tamto. Zakupiłam moskitiery na boczne okna (bo wentylacja w samochodzie w czasie snu, nawet zimą, jest kluczowa), lampki, stół i krzesełka turystyczne. Potem zapadła decyzja o zakupie dostawki namiotowej do samochodu, która miała być przechowalnią wszystkich kuchennych rzeczy, ubrań, miejscem do schronienia w razie deszczu i moją sypialnią.

Dostawka do samochodu Obelink
Przedsionek ma tą zaletę, że ma swoją stabilną samonośną konstrukcję, w łatwy sposób odpina się go od samochodu, a wszystkie rzeczy można w nim zamknąć i odjechać na wycieczkę czy zakupy.
Ma jedną wadę, a może nawet dwie: jest ciężki i duży, a rozkładanie dla mnie jest wyzwaniem. Wymusiło to kolejny zakup torby na dach, która na biwakowaniu okazała się nieocenionym składzikiem różnych rzeczy, np. zapasowych kartuszy z gazem czy brudnych ubrań. W drodze pomagała pomieścić wszystko, co już nie dało się upchnąć w samochodzie.

Miękka torba na dach

Ważny, dający komfort element - mata chłodząca, dzięki której samochód i namiot nie nagrzewały się nawet w upalny dzień. Dzieciaki mogły pospać.
Świetnym rozwiązaniem okazały się miękkie, zapinane na zamek torby z IKEI, które łatwo się upychało, a na postojach mogły służyć za pufy do siedzenia. Niezbędne też stały się pojemniki na wodę.
Planowanie trasy i pierwsze biwakowanie
Kiedy czułam, że jestem gotowa, snułam plan, gdzie pojechać. W wyborze miejsc pomogła nam aplikacja na telefon Grupa Biwakowa, aktualizowana na bieżąco przez użytkowników, którzy mogą zamieszczać komentarze o sytuacji w zaznaczonym na mapie miejscu. Poza parkingami, miejscami do biwakowania, są też zaznaczone atrakcje.

Pierwszy biwak i pierwsze rozkładanie namiotu

Pierwszy posiłek
Pierwszy postój zaplanowałam w Malborku. Ostatni raz zwiedzałam zamek krzyżacki w latach 80-tych ubiegłego wieku. Zapamiętałam go jako zimne, puste gmaszysko. Byłam bardzo ciekawa, jak wygląda teraz.
Z audioprzewodnikiem z wersją oprowadzenia dla dzieci przeszłam z dużą przyjemnością. Największe wrażenie, poza wystrojem, skalą zamku, ogrodem, zrobiła na mnie ekspozycja kolekcji bursztynów.




Malbork



Bursztyny w Malborku
Już pierwszy biwak w Malborku, dość komfortowy, bo na kempingu z pełną infrastrukturą, zweryfikował moje zapędy, aby zwiedzić jak najwięcej miejsc i przemieszczać się dużo.
No, niestety, rozstawianie i składanie biwaku kosztowało mnie dużo wysiłku. I chyba zmęczona przygotowywaniem i napięciem przedwyjazdowym poczułam, że mam potrzebę zatrzymać się na dłużej. Trudno, miejsca poczekają, a wakacje są, moim zdaniem, głównie po to, aby podążać za swoimi potrzebami.
♦ ♦ ♦ ♦ ♦
NOCLEGI POLECANE PRZEZ RODZICÓW: >>KLIKNIJ TU<<
♦ ♦ ♦ ♦ ♦
Dlatego wyznaczyłam azymut na Mierzeję Wiślaną, a konkretnie polecany na grupie Parking Leśny Wielki pomiędzy Krynicą Morską a Piaskami.
Przemierzając Żuławy: najniżej położone miejsca w Polsce
Ale wcześniej postanowiłam przemierzyć Żuławy lokalnymi drogami i odwiedzić dwa najniżej położone miejsca w Polsce. Pierwsze w Raczkach Elbląskich, gdzie depresja wynosząca 1,8 m p.p.m. parę lat temu została detronizowana na rzecz punktu 2,2 m p.p.m na terenie wsi Marzęcino.

Żuławy. Depresja numer 1

Marzęcino. Depresja numer 2

Najniższy punkt w Polsce 2,2 m p.p.m.
Depresja ta tak na prawdę znajduje się na prywatnej łące, do której trzeba dojechać kilkaset metrów drogą polną. Nie próbujcie wjechać tam niskozawieszonym samochodem, bo można się solidnie zakopać.
To pierwsze stare najniższe miejsce w Polsce ogromnie mnie rozczarowało. Pośrodku wsi, między byle jakimi zabudowaniami, ledwo je widać. Wygląda raczej jak miejsce schadzek okolicznych lumpów. Jak depresja, to depresja
.
Biwak na Mierzei Wiślanej: Parking Leśny Wielki
Żuławy to cisza, spokój, na każdym kroku widoczna dzika zwierzyna, ogrom ptactwa, nieskończona ilość mostów, mostków, tych zwodzonych, kanałów, rowów melioracyjnych pełnych wody.
Zabytkowe domy podcieniowe charakterystyczne dla tego regionu, niestety w bardzo różnym stanie. Żałowałam, że nie zatrzymałam się w tej dzikiej i płaskiej krainie na dłużej. Myśl o rozbijaniu ponownie obozowiska i ból pleców powstrzymał mnie przed tym. Za rok inaczej to zaplanujemy i już wiem, że koniecznie musimy zabrać ze sobą rowery
.

Żuławy Wiślane

Parking Leśny Wielki na Mierzei Wiślanej
Mierzeja Wiślana jest bardzo urozmaicona, są duże przeludnione kurorty, jak Krynica Morska, ale im bliżej końca Polski, tym jest bardziej dziko, bo na dużym obszarze rozciąga się Park Krajobrazowy. Zatem nie wszędzie można się rozbić lub nawet zaparkować samochód. Największą zaletą Parkingu Leśnego Wielkiego jest bliskość nadmorskiej plaży. W tygodniu była miła spokojna atmosfera. Jednak w weekend miejsce to zamieniło się w gwarne miasteczko przyczepowo-kamperowe.
Nasz skromny przybytek został niemalże ściśnięty nimi. Jeszcze na domiar złego, nasi sąsiedzi okazali się być nader rozrywkowi i zdawali się nie przejmować tym, że komuś zakłócą odpoczynek nocny. Bardzo to nam zepsuło pobyt i już tam nie wrócimy. Miejsce to jest przereklamowane, przeludnione i generalnie dalekie od moich wyobrażeń na temat biwakowania na dziko. W ramach opłaty, na wszystkich leśnych parkingach na Mierzei Wiślanej, na dobę postoju można pobrać 10 litrów wody na ekipę, są toi-toje i jest generalnie nie najgorzej, jeśli chodzi o czystość.
Poza jednym szerzącym się papierzakiem pospolitym, który jest zmorą wszystkich chyba lasów w Polsce. Instrukcje robienia kupy w lesie powinny znajdować się zdecydowanie przy każdym wejściu albo wprowadzona do programu nauczania w szkole podstawowej.
W okolicy rozciąga się las, gdzie można spacerować bez końca. O dziwo, nie natknęłam się ani razu na dziki, z których Piaski i Krynica Morska słyną. Brzeg od strony Zalewu Wiślanego jest bardzo dziki, zarośnięty, dzięki temu nie ma tu plażowiczów i turystów. Osobiście bardzo cenię sobie takie miejsca. Zmęczeni plażowaniem, chodziliśmy tu na spacery.

Wybrzeże nad Zalewem Wiślanym

Klif nad Zalewem Wiślanym
Posiłki, pranie i życie codzienne na biwaku
Ktoś zapyta: a co z jedzeniem i myciem czy praniem? A na wszystko znajdą się sposoby. Najgorzej było z przechowaniem świeżych produktów, więc zakupy trzeba było robić na bieżąco, dlatego czasem jechałam do sklepu z niezasłanym łóżkiem i złożonymi wszystkim fotelami.

Zapasteryzowane słoiki z ulubionymi potrawami zabrałam z domu.

Nasza kuchnia polowa. Dziś na obiad spaghetti z własnym sosem pomidorowym i cukinią
W Krynicy Morskiej w Marinie odkryliśmy ogólnodostępne, płatne prysznice i pralki z suszarkami. Oczywiście byłoby wygodniej mieć lodówkę i turystyczny prysznic, ale - jak to mówią - nie od razu Kraków zbudowano, a i z brudu nikt nie umarł. Na szczęście Bałtyk jest najmniej słonym morzem na świecie, więc czasem braliśmy mydło, idąc na plażę.

Leśna bawialnia

Sjesta poobiednia w hamaku
Widok z Wielbłądziego Garbu i rejs do Fromborka
Jako że w okolicy jedną z atrakcji była najwyższa stała wydma zwana Wielbłądzim Garbem, musieliśmy się tam wdrapać. Widok z wieży widokowej w większości przysłaniał las, więc trochę nas to rozczarowało. Zza gałęzi wypatrzyliśmy Frombork.

Widok z wieży widokowej na Wielbłądzim Garbie
Za to do bardzo udanych należy zaliczyć wycieczkę statkiem z Krynicy Morskiej do Fromborka i z powrotem. To był najgorętszy dzień, a bryza na wodzie dała nam przyjemne orzeźwienie.

Rejs statkiem do Fromborka
Mogliśmy podziwiać oddalające się brzegi Mierzei Wiślanej z klifami, po których spacerowaliśmy. Statek trasę pokonuje w półtorej godziny i trzeba przyznać, że Zalew Wiślany z brzegu wydaje się być mniejszy niż jest faktycznie. Mogliśmy długo przyglądać się zmieniającym się krajobrazom. Na szczęście najważniejsze warte odwiedzenia zabytki we Fromborku znajdują się w jednym miejscu na Wzgórzu Katedralnym, które jest niedaleko portu.
Nie mieliśmy za dużo czasu, ale udało się zobaczyć Wieżę Kopernika, gdzie mieszkał nasz słynny astronom oraz Muzeum Kopernika w dawnym Pałacu Biskupim oraz Katedrę, gdzie znajduje się jego grób. Na miejscu nie ma audioprzewodników, a zwiedzaliśmy indywidualnie, więc nie wynieśliśmy za dużo, do tego upał nie pomagał w koncentracji.


Grób Kopernika w Katedrze we Fromborku

Muzeum Kopernikowskie we Fromborku
Rejs kutrem przy ujściu Wisły i spotkanie z fokami
Po powrocie na Mierzeję Wiślaną skierowaliśmy się do ujścia Wisły, a raczej jej przekopu, który wykonany został w 1895 roku, aby rzeka bez meandrowania wpadała wprost do Bałtyku, bo wszyscy mieli już dość powodzi w Gdańsku i okolicach.
Oba brzegi łączy prom śródlądowy, który jest dużą atrakcją dla dzieci, ale też skraca drogę do Gdańska o 23 km.


Przeprawa promowa
Na drugim brzegu na Wyspie Sobieszewskiej w porcie czekał na nas kuter rybacki, który zabrał nas w pobliże łachy, gdzie Wisła wita się z morzem. Jest to miejscem plażowania dla niezliczonej ilości fok.
Nie mogliśmy podpłynąć zbyt blisko, aby silnik nie zakłócił plażingu. Wypatrywaliśmy też wystających z wody ciekawskich główek. Raz czy dwa udało się je zobaczyć, ale gdy tylko podniosłam telefon, żeby zrobić zdjęcie, foki już nie było. Zresztą kutrem ostro huśtało. Super przygoda, choć dzieci były rozczarowane i smutne, że nie mogły zobaczyć fok z bliska.

Wyprawa na podglądnie fok

Kolonia fok przy Ujściu Wisły
Z kutra widać było też statki na redzie, rafinerię i port w Gdańsku oraz kawałek Mierzei Wiślanej. Kapitan opowiadał wiele ciekawych historii. Na nocleg wróciliśmy do Mikoszewa, bo tam odnaleźliśmy przestronne miejsce do biwakowania zupełnie na dziko nad samym brzegiem Wisły.
Niestety w tym miejscu rzeka na całym odcinku przekopu jest obwałowana kamiennym stromym brzegiem, więc wchodzenie do niej jest niemożliwe.

Mikoszewo - miejsce biwakowe przy przekopie Wisły

Nasz biwak w Mikoszewie na dziko
Nad ranem czuć było w powietrzu masę wody, pchanej prądem naszej Królowej Rzek. Woda ściekała od środka i na zewnątrz ścianek namiotu. Bardzo ciekawe doświadczenie, po wschodzie słońca szybko wszystko wyschło...
Miejsce to przylega do ściany lasu, którym można przejść do Rezerwatu Mewia Łacha. Las miejscami jest bardzo zarośnięty i podmokły, brak w nim wydeptanych szlaków, dlatego udaliśmy się obmurowanym brzegiem Wisły. Niestety nie da się dojść do końca cypla, ze względów bezpieczeństwa i w sumie to od tej strony niewiele widać.

Spacer do miejsca, gdzie Wisła wpada do Bałtyku

Rzut okiem na Rezerwat Ptaków przy Ujściu Wisły
W tym miejscu przeżyliśmy też sporą nawałnicę. Fajnie było schować się i bezpiecznie przeczekać burzę w ciepłym i suchym samochodzie.

Samochód to fajne miejsce, aby bezpiecznie przeczekać burzę
Wizyta w Gdańsku i Centrum Solidarności
Odwiedziliśmy też Gdańsk, bo dzieciakom na tym bardzo zależało. Ja byłam temu przeciwna, bo jak to tak - na wakacje z miasta do miasta, ale młodzi postawili na swoim. I ja skorzystałam na tym, bo odwiedziliśmy niezwykle ciekawą wystawę w Centrum Solidarności, którego jeszcze nie było w czasach mojej ostatniej wizyty w Gdańsku. W sumie dobrze się stało, bo nadal jestem, i córka również, pod ogromnym wrażeniem skali i totalności wystawy.
Wchodziło się dosłownie do sklepu z pustymi półkami, do typowego mieszkania z PRL, pokoju przesłuchań itd. Bardzo ciekawa narracja audioprzewodników mocno zaciekawiła dzieci, wprowadziła w realia tamtych czasów i w przystępny sposób wyjaśniła ciąg przyczynowo-skutkowy tamtych zdarzeń. Na pewno będąc w Gdańsku warto to miejsce odwiedzić, tym bardziej, że jest bardzo przyjazne rodzinom z dziećmi. Jest bawialnia, gdzie można dzieci nie zainteresowane wystawą pozostawić pod opieką na czas zwiedzania.













Centrum Solidarności
I one też będą to miło wspominać. Głodni, skorzystaliśmy z szerokiej oferty jadłodajni. Każde z nas mogło wybrać coś dla siebie i było smaczne Z kawiarni nie zdążyłam skorzystać, bo zadzwoniła znajoma z Gdańska, która porwała nas na dzień na Kaszuby. To były bardzo intensywny czas. Następnego dnia wróciliśmy do Gdańska i zrobiliśmy dwunastokilometrowy spacer, po ulubionych miejscach naszej znajomej, których do tej pory nie widziałam.
Czuliśmy się wyczerpani wakacjami i przydałoby się jeszcze kilka dni, żeby zacumować i odpocząć. Ale cóż, nasz czas się kończył i trzeba było wracać.
Mając tegoroczne doświadczenia, snujemy plany na przyszły rok. W trakcie całej wyprawy na bieżąco, gdy łapałam się na tym, że ewidentnie czegoś potrzebuję, od razu zapisywałam w telefonicznym notatniku.
Jest na liście MUST HAVE! Na pewno, wybierając inny parking na Mierzei Wiślanej, weźmiemy rowery, bo otwiera to zupełnie inne możliwości zwiedzania i spędzania czasu. Ale o tym napiszę za rok!
Do zobaczenia, dzikie wakacje!
Przeczytałeś artykuł w portalu Dzieciochatki.pl - Miejsca Przyjazne Dzieciom
POLECANE NOCLEGI PRZYJAZNE DZIECIOM: >>KLIKNIJ TU<<
Więcej ciekawych artykułów o podróżowaniu z dziećmi po Polsce tutaj:
WAKACJE Z DZIEĆMI
CIEKAWE MIEJSCA NA WYPRAWY Z DZIEĆMI
NIEZBĘDNIK PODRÓŻUJĄCEGO Z DZIECKIEM
WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Portal DziecioChatki.pl














