Trójmiasto z dziećmi w 3 dni
Trójmiasto z dziećmi.
Ostatni raz w Trójmieście byliśmy dobre 10 lat temu i co roku powtarzaliśmy sobie, że musimy koniecznie tam wrócić. Tym razem na dłużej, by poczuć klimat bałtyckich miast, poleniuchować na plaży i nacieszyć się możliwościami, jakie daje miasto, czyli świetnie przygotowane muzea, ciekawe miejsca i dobre jedzenie. Marzyły mi się wieczory na plaży… dziewczynki biegające z tatusiem za piłką, a ja sobie siedzę i podziwiam zachód słońca. Hmm… tak sobie jakoś to wymarzyłam
.
Trójmiasto, czyli trzy miasta: Gdańsk, Gdynia i Sopot położone nad Zatoką Gdańską. Miasta z bogatą i często trudną historią dzisiaj są jedynymi z najpopularniejszych miejsc odwiedzanych przez turystów z różnych zakątków świata. Trójmiasto bowiem ma im wiele do zaoferowania - od ciekawych muzeów, które nawiązują do ich morskiego położenia i w bardzo przystępny, a zarazem ciekawy sposób przybliżają nam ich historię, przez znane i cenione restauracje, aż po długie plaże wraz z całą infrastrukturą morską.
Pierwszy dzień w Sopocie
Pewnego dnia zarezerwowaliśmy sobie przyjemne mieszkanko na poddaszu nowoczesnej willi w Sopocie - rzut beretem na plażę, do centrum i do dworca, skąd planowaliśmy robić wycieczki do Gdańska i Gdyni.
Następnego dnia po powrocie dziewczynek z Mazur, gdzie były na obozie, spakowaliśmy się i ruszyliśmy nad morze. Droga minęła nam dość szybko i przyjemnie, ponieważ przez jej zdecydowaną większość słuchaliśmy obozowych opowieści. Historiom nie było końca… aż obozowiczki zasnęły ze zmęczenia i ogromu wrażeń.
Kiedy już dotarliśmy na miejsce, nie traciliśmy czasu na rozpakowanie (przecież można to zrobić później
), a ruszyliśmy na pierwsze spotkanie z Sopotem. Mimo już dość późnopopołudniowej godziny, było bardzo ciepło, więc leniwie przespacerowaliśmy się sopockim Monciakiem, czyli ulicą Bohaterów Monte Cassino - najbardziej rozpoznawalną ulicą Sopotu, podziwiając stare wille oraz kolorowe kamieniczki. Zjedliśmy tutaj również pyszną kolację i nadmorską promenadą przeszliśmy do Parku Południowego z bardzo fajnym placem zabaw.
My chwilkę spędziliśmy na wygodnej parkowej ławeczce, a dziewczynki pobiegały trochę i pobawiły się na placu zabaw. Takim wolnym, spacerowym krokiem doszliśmy na piękną, dość szeroką plażę w pobliżu parku. Piłki nie mieliśmy
, ale i tak było fajnie. Pomiędzy zachwytami plażą i morzem zaplanowaliśmy nasze kolejne dni w Trójmieście, czyli zwiedzanie, spacerowanie, ale również leniuchowanie na plaży. Dla każdego coś fajnego
. Nasze plany oczywiście były ograniczone i podporządkowane czasowi, który mieliśmy tutaj spędzić. Byliśmy jednak świadomi od samego początku, że wszystkiego nie uda nam się zobaczyć, ale mimo wszystko już byliśmy pewni, że będzie to fajny, wspólny czas
.
I tak było! Co zobaczyliśmy i co robiliśmy w Trójmieście podczas tych kilku dni? …A to już trzeba przeczytać dalej
.
Ten wieczór zakończyliśmy na plaży, skąd ruszyliśmy już prosto do apartamentu. Kolejny dzień przeznaczyliśmy również na Sopot, by poznać go choć troszkę bardziej.
Latarnia, molo i spełnienie małego marzenia
Po szybkim śniadaniu ponownie ruszyliśmy sopockim Monciakiem w kierunku latarni. Po drodze oczywiście mieliśmy kilka przystanków na podziwianie Krzywego Domku i pięknie odrestaurowanego budynku Zakładu Balneologicznego (kiedyś zakład kąpielowy), gdzie można m.in. korzystać z kąpieli solankowych. Zbaczając trochę z głównej trasy, doszliśmy do Placu Jasia Rybaka, gdzie stoi fontanna z figurą młodzieńca z koszem ryb na głowie – bardzo przyjemne miejsce z kilkoma fajnymi restauracjami wokół, a do tego bardzo ciche.
I tak doszliśmy do latarni, która stała się pełnoprawną latarnią morską dopiero w 1977 r. Jednak aktualnie nie jest już latarnią morską, a wieżą, na którą polecamy wejść tak czy tak dla małego wysiłku i pięknego widoku na molo, morze i okolicę. Kiedyś była kominem pobliskiego szpitala, na którym umieszczono źródło światła. Wstęp na wieżę jest płatny, a po jej zdobyciu dzieci otrzymują dyplom potwierdzający wejście na sam szczyt latarni. Dla dzieci radość wielka
, dla nas również.
Kolejnym naszym celem było słynne Sopockie Molo! Z tego największą radochę miałam oczywiście ja
. Kupiliśmy w kasie bilety i ruszyliśmy na najdłuższy w Europie drewniany pomost, który wcina się w morze na długość ponad 511 m!
Dziewczyny dopiero po chwili zaczęły podzielać mój entuzjazm, najpierw niepewnie wchodząc na tą drewnianą konstrukcję i pytając, czy często te deski są sprawdzane i wymieniane w razie czego
.
Po kilkukrotnych naszych zapewnieniach raźno ruszyły przed siebie, podziwiając molo i oddalające się miasto z plażą. Dobrze, że czas na molo nie jest limitowany (jedynie czas zamknięcia nas ogranicza), bo dziewczyny ciężko byłoby nam stąd tak szybciutko wyciągnąć. Oglądały dokładnie wszystkie mniejsze i większe łodzie i jak zawsze zadawały mnóstwo pytań. My staraliśmy się nadążyć za nimi i chłonęliśmy atmosferę molo.
Weronika w pewnej chwili wypatrzyła rejsy łodzią motorową i koniecznie chciała się nią przepłynąć po Bałtyku. Od razu stało się to jej marzeniem, które musi spełnić
. Od czego są tatusiowe w takich sytuacjach... Trzeba, to trzeba, a do tego... córeczki dla tatusia są najważniejsze, więc tatuś z Weroniką poszli na rejs. A ja z Lenką, jako ta rozsądniejsza część naszej rodzinki
, poszłyśmy na kolejny spacer po molo
.
Co jakiś czas zerkałyśmy w stronę morza, nasłuchując pisków i krzyków przerażenia
. Nic takiego nie usłyszałyśmy jednak. Po rejsie spotkaliśmy się na jednej z ławeczek, by wysłuchać ich wrażeń. Ponoć było mega mega super! Wierzymy na słowo
.
Kiedy poczuliśmy już pierwszy głód, ruszyliśmy z powrotem do centrum, gdzie siedliśmy sobie w miłej restauracji i zjedliśmy późny obiad. Po obiedzie oczywiście nie traciliśmy czasu i ruszyliśmy na spacer nadmorską promenadą, gdzie zjedliśmy pyszne gofry.
Punkt obowiązkowy nawet krótkich wakacji nad Bałtykiem zaliczony
.
Dziewczyny upomniały się o plażę, a że słońce jeszcze pięknie grzało, a i nogi już domagały się odpoczynku, to… dlaczego nie? Tata zaoferował się, że skoczy po kocyk do mieszkania, a my wolnym krokiem poszłyśmy kupić wodę i ruszyłyśmy na plażę. I tam zakończyliśmy ten dzień.
Atrakcje rodzinne w Gdańsku
Na kolejny dzień zaplanowaliśmy Gdańsk, gdzie atrakcji jest tak wiele, że mieliśmy poważny problem, na co się zdecydować na pierwszy raz. Od wyjścia z kolejki już wiedzieliśmy, że musimy tutaj wrócić szybciej niż za kolejnych 10 lat.
Do Gdańska wybraliśmy się z Sopotu szybą kolejką SKM – świetna opcja, jeśli podróżuje się z dziećmi i nie tylko. Szybko, wygodnie i od razu jesteśmy w centrum. Dziewczynkom bardzo podobała się taka opcja podróżowania. W Gdańsku wysiedliśmy na stacji Gdańsk Śródmieście i od razu po wyjściu ze stacji i przejściu przez centrum handlowe znaleźliśmy się w urokliwym i zabytkowym centrum.
Od pierwszych chwil poczuliśmy wyjątkowy klimat miasta – uwielbiam miasta, które mają tak wiele do zaoferowania dużym i małym. Od miejsc, które warto odwiedzić ze względu na naszą wspólną i ważną historię, po miejsca typowo turystyczne. Do tego są tak zaaranżowane, by każdy wyszedł z nich usatysfakcjonowany, z dużą dawką konkretnej wiedzy, a jak trzeba to i rozrywki.
Spacer rozpoczęliśmy od Bramy Wyżynnej, która stanowiła główne wejście do miasta, skąd swoje kroki skierowaliśmy ku ulicy Długiej. Wiedzieliśmy, że nie mamy dużo czasu, więc chcieliśmy wykorzystać ten dzień na ile się da, by nie umęczyć dzieci, a zaciekawić je miastem i jego historią.
Spacerujemy ulicą Długą, zachwycamy się kamienicami, otoczeniem, ja klikam mnóstwo zdjęć… a dziewczyny mówią nam, że zgłodniały. Siadamy i w małej piekarni zjadamy pyszne drugie śniadanie, nabieramy siły i ruszamy dalej
. Teraz przyszedł czas na pamiątki… Dziewczyny oglądają, podziwiają i wybierają.
Przy fontannie Neptuna robimy sobie pamiątkowe zdjęcie – to taki punkt obowiązkowy chyba każdej wycieczki
. Podziwiając nadal kolorowe kamieniczki okalające historyczny plac miejski, czyli Długi Targ i kolorowe stragany, nawet nie wiemy, kiedy dochodzimy nad Nabrzeże Motławy. Dziewczyny podziwiają rzekę, statki, a my szybciutko planujemy, gdzie idziemy najpierw.
♦ ♦ ♦ ♦ ♦
NOCLEGI POLECANE PRZEZ RODZICÓW W TRÓJMIEŚCIE I OKOLICY: >>KLIKNIJ TU<<
♦ ♦ ♦ ♦ ♦
Jednak zanim ruszymy dalej, przysiadamy na schodkach, przyglądając się podnoszonemu mostowi i zjadamy pyszne gofry. Po gofrach jeszcze trochę kluczymy urokliwymi, brukowanymi uliczkami zabytkowej części nadbrzeża, przyglądając się Bramie Mariackiej i charakterystycznemu Żurawiowi, obierając kierunek na Muzeum II Wojny Światowej.
Planując wyjazd do Trójmiasta, wiedziałam, że tego miejsca nie możemy pominąć i jak tylko przyjedziemy do Gdańska, to tutaj się wybierzemy. Wszyscy bardzo lubimy historię i muzea jej poświęcone. Lenka, nasza najmłodsza jeszcze nie ma na tyle świadomości, siły i cierpliwości do takich miejsc
, również dała radę, trochę dzięki naszym opowieściom i tłumaczeniom kolejnych pomieszczeń wystawy.
Weronika jest wielką fanką historii, która bardzo ją ciekawi. Sama już chętnie sięga po różne pozycje na temat historii, szczególnie Polski, później często zaskakując nas dociekliwymi pytaniami i trafnymi spostrzeżeniami. Przyjmując zatem różne rodzinne konfiguracje na czas zwiedzania muzeum, przeszliśmy je całe, będąc naprawdę pod wrażeniem wystaw i tego, co zobaczyliśmy.
Muzeum, poświęcone niełatwym losom Polaków podczas II wojny światowej jest bardzo ciekawie zorganizowane. Mamy tutaj wystawę skierowaną dla dzieci, gdzie wchodzimy do mieszkanie pewnej rodziny, która żyła w tym trudnym czasie i to jej losy na przestrzeni zmian, jakie niesie wojna, możemy podpatrzeć.
Dziewczyny od razu poczuły ten klimat i szybko zrozumiały, co przedstawia ta wystawa – dzieci takie jak one korzystają z beztroskiego dzieciństwa do czasu aż przychodzi okrutna wojna, podczas której ich mieszkanie zamienia się w gruzowisko, znika tata, często mama, a pojawią się inni ludzie, którzy szukają schronienia.
Nie ma jedzenia, bliskich, zabawy, a jest strach i niepewność. Dzieci były poruszone tym, co zobaczyły i tym, co sobie uświadomiły - jak wojna zmienia życie wszystkich, nie tylko żołnierzy.
Każda kolejna wystawa wywoływała w nas wielkie poruszenie. Wszystko jest doskonale przemyślane i przygotowane. Wychodząc z muzeum, byliśmy pod jego wrażeniem. Wracając nad Motławę, rozmawialiśmy jeszcze o tym, co zobaczyliśmy. Dziewczynki były bardzo ciekawe wszystkiego, więc jeszcze raz wszystko im opowiadaliśmy, spacerując wzdłuż rzeki.
Mieliśmy jeszcze sporo czasu i chęci, by zobaczyć coś więcej. Dziewczynki bardzo chciały wejść na jakiś statek i zobaczyć wszystko z bliska. I tak znaleźliśmy się na statku muzeum „Sołdek”, który jest Oddziałem Narodowego Muzeum Morskiego. Kupiliśmy bilety w kasie Muzeum i weszliśmy na statek.
Od pierwszego kroku dziewczyny były pod wielkim wrażeniem wszystkiego, co widzą. Na szczęście posłuchały, że na statku się nie biega i trzeba tutaj uważać, bo miejsca nie ma za wiele, tylko tyle ile trzeba, by bezpiecznie przejść, są strome schody i wiele różnych przyrządów i maszyn potrzebnych na statku.
Można również wejść pod pokład statku i zobaczyć, jak wygląda taki statek od „środka”. Będąc nad morzem, trzeba to zobaczyć
. A widoki z takiego pokładu są również bardzo zachęcające i zachwycające.
Zeszliśmy ze statku i udaliśmy się prosto na obiad i chwilę odpoczynku. Dziewczyny już były trochę zmęczone spacerami i zwiedzaniem, więc obiecaliśmy, że jeszcze trochę „pogubimy” się w uliczkach Gdańska i pojedziemy do nas, czyli do Sopotu na plażę
. Od razu przystały na naszą propozycję.
Statki i muzea w Gdyni...
Na kolejny dzień zaplanowaliśmy Gdynię, gdzie również udaliśmy się kolejką SKM. Gdynia to miasto, gdzie spędziłam moje pierwsze samodzielne kolonie. Czekałam na ten dzień z wielkim sentymentem i wiedziałam też, ile tutaj jest fajnych miejsc do zobaczenia!
Wysiedliśmy na przystanku Gdynia Główna i stamtąd udaliśmy się prosto w kierunku miejskiej plaży. Po drodze rozglądaliśmy się wokół, zadając sobie pytania, jak by to było, gdybyśmy mieszkali tutaj, czyli w mieście nad morzem. Zgodnie ustaliliśmy, że byłoby całkiem fajnie
.
A na plaży zonk! Zabrałam ciężki aparat, którym zawsze pstrykam fotki kochanej rodzince… bez baterii. Dzieci przeszczęśliwe
, ale zapomniały, że mam jeszcze telefon
.
Na plaży od razu uwagę naszej młodszej przykuł plac zabaw, więc od razu zaliczyliśmy pierwszy przystanek. Dziewczynki biegały od atrakcji do atrakcji, tatuś za nimi, a ja miałam chwilkę na posiedzenie na rozgrzanym piasku i zapatrzenia się w dal. Było bardzo przyjemnie
, do czasu aż nasze dzieci zaczęły się domagać atrakcji, o której tyle słyszały od taty.
Mowa oczywiście o Okręcie – Muzeum ORP Błyskawica, czyli muzeum polskiej marynarki i wydarzeń na pokładzie niszczyciela, który służył podczas II wojny światowej, a teraz stoi zacumowany przy gdyńskim nadbrzeżu. Uradowane razem z tatusiem ruszyły przed siebie i… niespodzianka.
Bilety kupuje się na konkretną godzinę, która dla nas wypada akurat za… 2 godziny. Mała zmiana planów i zaczynamy zwiedzanie od „Daru Młodzieży”, czyli pierwszego żaglowca zbudowanego w polskiej stoczni według oryginalnego polskiego projektu.
To jeden z najpopularniejszych żaglowców świata, bardzo znany i ceniony, wyposażony w najnowsze zdobycze technologiczne. Dar Młodzieży swoją historią i osiągnięciami budzi podziw od wielu lat w różnych zakątkach świata. W czasie 35 lat swojej służby odbył 220 rejsów, przeszkolił ponad 19 000 uczniów i studentów morskich szkół polskich i zagranicznych.
Spacerujemy po statku, zaglądając w różne jego zakamarki, które udostępniono do zwiedzania i dowiadujemy się sporo ciekawych rzeczy na jego temat i na temat "morskiego życia" na jego pokładzie.
Po zejściu z „Daru Młodzieży” dziewczynki wykorzystują chwilę na zakup pamiątek i ruszamy na zwiedzanie okrętu „Błyskawica”, który robi wrażenie od samego wejścia. Jest to bowiem najstarszy zachowany niszczyciel, który brał udział w II wojnie światowej.
Chodząc po okręcie, dowiadujemy się wiele faktów na temat statku i jego osiągnięć. Można przyjrzeć się wyrzutniom bomb, miotaczom, a również można zajrzeć pod pokład, gdzie zobaczymy pomieszczenia marynarskie, kotłownie i maszynownie. Dziewczyny razem z tatą są pod wielkim wrażeniem i z ogromnym zainteresowaniem i zaangażowaniem zwiedzają kolejne pomieszczenia.
Kiedy już ochłonęliśmy po zobaczeniu okrętów i zjedliśmy gofry, ruszyliśmy w kierunku Muzeum Emigracji, gdzie spodobało nam się już od momentu zakupu biletów
. Bardzo sympatyczna Pani wręczyła dziewczynkom książeczki promocyjne z różnymi zadaniami i magnetyczne rysiki, którymi obsługujemy wszystkie ekrany w muzeum.
Później, nachylając się do nich, najpoważniej w świecie powiedziała, że mają wszystkiego dotykać, wracać do miejsc, które je zainteresują i pytać, dużo pytać. Od razu wielki uśmiech pojawił się na ich buźkach, my odetchnęliśmy z ulgą (niczego tutaj nie da się zepsuć
) i ruszyliśmy na podbój muzeum.
Muzeum jest świetne! Przedstawia ono dzieje emigracji z polskich ziem w okresie ostatnich 200 lat. Wystawy są przedstawione w bardzo interesujący i zajmujący sposób. Na prawdę człowiek czyta wszystko, co jest dostępne, ogląda i co chwilę sam sobie zadaje pytanie: naprawdę? nie wiedziałam. I aż chce się wracać do wystaw, by upewnić się, czy dobrze doczytaliśmy albo by jeszcze raz sobie utrwalić nowe fakty.
Dziewczynki również były pod wrażeniem i bardzo zaciekawione ekranami i wszystkimi eksponatami, szczególnie wagonem starego pociągu, w którym można usiąść i obejrzeć fragment filmu. Zwiedzały oczywiście wszystko na swoich zasadach i w swoim tempie. Zadawały pytania, słuchały uważnie naszych odpowiedzi i pewnie niektóre rzeczy uszły ich uwadze, ale jestem pewna, że wiele nowej i ciekawej wiedzy stąd wyniosły. My również! Jak będziemy w Gdyni, ponownie na pewno tutaj zajrzymy raz jeszcze.
Do centrum Gdyni wracaliśmy autobusem i nawet tam buźki nie zamykały się od pytań. Przyszła pora obiadu i zweryfikowania dalszych naszych planów. Jutro już niestety trzeba wracać do domu, więc w nagrodę dla naszych dzielnych córek dzisiaj już nie ma zwiedzania, a jest Aquapark Reda!
Idziemy odpocząć w wodzie i popływać z rekinami
. Spokojnie, rekiny pływają sobie za bezpieczną szybą. Taka przejażdżka zjeżdżalnią w podświetlonym tunelu z rekinami nad głową robi wrażenie na każdym. Polecamy spróbować
. Nasze dziewczyny i my również uwielbiamy wodę i wszelkie baseny i aquaparki, więc i tutaj bardzo nam się podobało.
I przyszedł czas powrotu do domu. "Jak było?" "Bardzo, bardzo super! Kiedy wrócimy?" - tak wspólnie na nasze pytanie odpowiedziały dziewczynki.
I tutaj również się z nimi zgadzamy! Spędziliśmy wspólnie czas, bardzo fajnie razem się odpoczywając, bawiąc się, poznając i zwiedzając bardzo ciekawe miejsca. Wrócimy na pewno i każdemu polecamy Trójmiasto, które ma tak wiele do zaoferowania!
Autorka tekstu i zdjęć: Magdalena Dyszy
Przeczytałeś artykuł w portalu Dzieciochatki.pl - Miejsca Przyjazne Dzieciom
POLECANE NOCLEGI PRZYJAZNE DZIECIOM: >>KLIKNIJ TU<<
Więcej ciekawych artykułów o podróżowaniu z dziećmi po Polsce tutaj:
WAKACJE Z DZIEĆMI
CIEKAWE MIEJSCA NA WYPRAWY Z DZIEĆMI
NIEZBĘDNIK PODRÓŻUJĄCEGO Z DZIECKIEM
WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Portal DziecioChatki.pl














