Cała naprzód ku nowej przygodzie! - rowerem z rodziną wzdłuż polskiego wybrzeża
Cała naprzód ku nowej przygodzie, czyli nasze alternatywne wakacje nad Bałtykiem
Rodziną i rowerem wzdłuż polskiego wybrzeża
Od początku roku naszym pomysłem na wakacje 2024 miała być rodzinna wyprawa rowerowa. Początkowo w naszej głowie kiełkował Bornholm, ale ze względu na logistykę (zakup nowych bagażników na rowery, hak itp.), przerzuciliśmy destynację na polskie wybrzeża Bałtyku.
Ustaliliśmy termin startu. Trzeba było jeszcze zakupić bilety na pociąg dla 4 osób i 4 rowerów na trasie Toruń-Świnoujście. Okazało się to nie do końca takie proste, ale z miesięcznym wyprzedzeniem i pomocą wspaniałej Pani Katarzyny w kasie na stacji Toruń Główny, po godzinie i wyszukiwaniu wszelkich możliwych połączeń mieliśmy bilety. 13 lipca o godzinie 4:17 ze stacji Toruń Główny odjeżdżał nasz pociąg do Świnoujścia z 3 przesiadkami. Od razu kupiliśmy też bilety powrotne na 23 lipca z Helu i na szczęście tu połączenie kolejowe było dla nas łaskawe, gdyż mieliśmy tylko jedną przesiadkę
.
A oto nasza dzielna ekipa rowerowa: Kostka (lat 7, rower 20 cali, bez bagażu), Janek (lat 9, rower 26 cali, dwie sakwy), Ania (mama, planowanie noclegów i pobocznych atrakcji, rower 28 cali, 2 sakwy) i Rafał (tata, mistrz planowania trasy rowerowej i wszelkiej logistyki, rower 28 cali, 2 sakwy + sakwa „na żarcie”).
Można by się zastanowić, czy mieliśmy wątpliwości i obawy przed naszą wyprawą. Oczywiście, że były. O to, czy się spakujemy, o to, czy damy radę przejechać, o to, czy uda się znaleźć wszystkie noclegi... I pewnie tych pytań można by mnożyć i mnożyć, ale lepiej działać. Jeśli chodzi o logistykę przedwyjazdową, to sporządziliśmy listę rzeczy do spakowania bez żadnych przydasiów i ściśle się jej trzymaliśmy. Nie oznacza to, że w naszym bagażu nie było miejsca na łopatki, koła dmuchane, gry czy rzeczy do rysowania. Oczywiście i na to było miejsce. Jeśli chodzi o odzież, to spakowaliśmy jej na 4 dni i wówczas zaplanowany był dzień odpoczynku i prania. Aby zapewnić komfort jazdy na rowerze, każdy uczestnik naszej wyprawy został wyposażony w spodnie rowerowe z tzw. „pieluchą”, szybkoschnącą koszulkę oraz rękawiczki rowerowe. W naszym bagażu musiał się znaleźć również sprzęt naprawczy do rowerów: dętki, łaty, smar, klucze, silvertape, trytki itp. W piątkowy wieczór przed wyjazdem byliśmy w 100% spakowani.
Nastał 13 lipca, 3:00 pobudka, dzieci obudzone o 3:20, ubieramy się, zjazd na 2 tury windą z 5 piętra i pierwsze kilometry na rowerze. Musieliśmy dojechać z domu na dworzec 4,5 km.
Start - Toruń Główny
Świnoujście i Woliński Park Narodowy
Udało się, zdążyliśmy na pociąg, rowery powieszone, można się udać na zasłużone dospanie. Tym bardziej, że okazało się, że mimo iż mamy przesiadkę w Bydgoszczy na pociąg do Piły, to nie musimy się przesiadać, gdyż ten sam skład pociągu jedzie z nami dalej
. Po przesiadce w Pile okazało się, że nasz pociąg jest opóźniony, co poskutkowało 2-godzinnym postojem na stacji Szczecin-Dąbie i do Świnoujścia dotarliśmy około 14. Sprawnie przeprawiliśmy się promem Bielik I na drugą stronę Świny, aby móc dotrzeć do granicy polsko-niemieckiej oraz na plażę z widokiem na słynny wiatrak.
Prom w Świnoujściu
Granica polsko-niemiecka
I tak ruszyliśmy w naszą drogę na wschód naszego kraju. Pierwszego dnia dojechaliśmy do Międzywodzia, przejeżdżając przez piękny Woliński Park Narodowy. Droga w WPN pełna leśnych podjazdów i zjazdów, niektóre z nich były nawet dość strome i przysporzyły, zwłaszcza damskiej części naszej ekipy, trochę strachu i problemów. Przez kolejowe opóźnienia na nocleg dotarliśmy już wieczorową porą (jeszcze nie było ciemno), przejechawszy 48 km.
Woliński Park Narodowy
Dziwnówek, Trzęsacz, Niechorze i Rogowo
Po śniadaniu, w niedzielny poranek wyruszyliśmy w dalszą podróż na naszych dwukołowych rumakach. Na szczęście po nocy byliśmy wypoczęci i w pełni sił. Pierwszy nasz dłuższy przystanek mieliśmy na plaży w Dziwnówku, gdzie zjedliśmy drugie śniadanie, a dzieci zażyły kąpieli w morzu.
Plaża w Dziwnówku
Ruszyliśmy dalej, aby zobaczyć niesamowite ruiny kościoła w Trzęsaczu oraz zapoznać się z ich historią. Kolejnym naszym przystankiem było Niechorze, gdzie zdobyliśmy latarnię morską i dzieci zaczęły zbierać pieczątki w paszporcie latarnika.
Tego dnia na nocleg dotarliśmy po 53 km. Spaliśmy w przyczepie kempingowej na przesympatycznym i zdecydowanie godnym polecenia campingu na końcu wsi Rogowo. Nocleg był nie tylko atrakcyjny za względu na położenie – nad brzegiem jeziora i 5 min. na piechotę nad morze, ale była to też pierwsza noc dzieci w przyczepie kempingowej. Taki sposób nocowania bardzo przypadł im do gustu. Zwieńczeniem naszego drugiego dnia była kolacja na plaży.
Kolacja na plaży w Rogowie
Kołobrzeg, Gąski i Mielno
Poniedziałek rozpoczęliśmy od śniadania na plaży i kąpieli w morzu. Tego dnia mieliśmy do pokonania 50 km, a naszą metą było Mielno i kolejny camping. Odwiedziliśmy dwie latarnie morskie: w Kołobrzegu oraz w Gąskach.
Latarnia w Gąskach
W Kołobrzegu w trakcie postoju na stacji benzynowej poznaliśmy kota Maćka wylegującego się na stoliku, który - jak się okazało - jest tam częstym gościem.
Kot Maciek w Kołobrzegu
Jezioro Jamno i Darłowo
Był to już nasz trzeci dzień wyprawy, więc dość zmęczeni udaliśmy się spać. Następnego dnia rano udaliśmy się na plażę w Mielnie. Było na tyle wcześnie, iż na początku byliśmy sami. Zjedliśmy śniadanie i dzieci zażyły morskich kąpieli. Nasze plażowanie nie trwało jednak zbyt długo, gdyż było już słychać zbliżającą się burzę. Udało nam się wrócić suchą nogą do przyczepy kempingowej, gdzie przeczekaliśmy największą nawałnicę. Gdy deszcz zmalał, odziani w kurtki przeciwdeszczowe ruszyliśmy w dalszą drogę początkowo objeżdżając Jezioro Jamno. Na szczęście deszcz nie był zbyt natarczywy i mniej więcej w połowie dnia odpuścił sobie moczenie nas. Popołudniową porą dotarliśmy do Darłowa, gdzie spotkaliśmy się z naszą rodziną będącą tam na wakacjach. Razem zdobyliśmy latarnię morską w Darłowie, pospacerowaliśmy, zjedliśmy lody tajskie oraz szprotki.
Szprotki w Darłówku
Bardzo wieczorową porą dotarliśmy do gospodarstwa agroturystycznego we wsi Kopań, gdzie mieliśmy również zaplanowany dzień odpoczynku po czterech dniach jazdy.
Kopań, Jarosławiec, Ustka i Dębina
W środę 17 lipca spaliśmy „do oporu”, zjedliśmy śniadanie, zrobiliśmy pranie i udaliśmy się na ok 2 km spacer na przepiękną plażę.
Plaża w Kopaniu
Pół dnia plażowania, zabawy w piasku, kąpieli morskich, skakania przez fale trochę nas zmęczyło. Mimo to, po obiedzie udaliśmy się ponownie na nadmorski spacer. We wsi Kopań udało nam się także skosztować mleka prosto od krowy i świeżych jaj. Mieliśmy też okazję poobserwować młode bociany uczące się latać na wietrze. Kolejnego dnia rano ruszyliśmy w kierunku Dębiny koło Rowów.
Między morzem a jeziorem
Tego dnia wspięliśmy się na dwie latarnie: w Jarosławcu oraz Ustce. W Jarosławcu udało się też dzieciom zaopatrzyć w „typowe” nadmorskie pamiątki: maskotkę Stitcha oraz książkę z przygodami Lego Star Wars. Po drodze nie omieszkaliśmy pobujać się na oponie zawieszonej na drzewie w jednej z mijanych wsi, a w porze obiadowej zatrzymaliśmy się w niesamowitym miejscu polecanym przez wielu rowerzystów przemierzających trasę R10, w Zagrodzie Śledziowej, gdzie smak śledzia można odkryć na nowo i smakuje on nawet dzieciom.
Bujanie na oponie
Jest to miejsce, gdzie - poza smacznym posiłkiem - można dowiedzieć się wielu ciekawych informacji o tradycyjnym połowie śledzia w Muzeum Śledzia.
W Zagrodzie Śledziowej
Najedzeni ruszyliśmy dalej, a nasza droga prowadziła nas przez pola pełne farm elektrowni wiatrowych.
Pole wiatraków
Dzięki czemu mogliśmy doświadczyć, jak olbrzymie są wiatraki oraz usłyszeć hałas, jaki generują. Ostatnim punktem tego dnia był klif w Orzechowie, do którego prowadziła droga przez przepiękny las buczynowy. Po przejechaniu 52 km dotarliśmy do Dębiny, gdzie tym razem spędziliśmy noc w domku mobilnym.
♦ ♦ ♦ ♦ ♦
NOCLEGI POLECANE PRZEZ RODZICÓW: >>KLIKNIJ TU<<
♦ ♦ ♦ ♦ ♦
Słowiński Park Narodowy
Kolejny dzień spędziliśmy pod znakiem Słowińskiego Parku Narodowego. Najpierw przemierzaliśmy jego zachodnią część, podziwiając piękno Jeziora - Gardno oraz Dołgie Wielkie.
Słowiński Park Narodowy
Po przejechaniu przez lasy udaliśmy się do Czołpina, gdzie pozostawiliśmy rowery na parkingu i udaliśmy się na pieszą wędrówkę do latarni morskiej w Czołpinie, która wymaga nie lada wspinaczki. Z latarni szlakiem dotarliśmy na plażę, chyba jedną z najpiękniejszych na naszej trasie. Spacerując plażą, kąpiąc się i zbierając piękne pamiątki morskie, dotarliśmy na wydmę Czołpińską.
Wydma Czołpińska
Wydmę mieliśmy okazję odwiedzić po raz drugi w naszym rodzinnym podróżowaniu, ale ponownie zrobiła na nas ogromne wrażenie. Po drodze zjedliśmy obiad i czekała nas jeszcze podróż do Główczyc na nocleg. W celu skrócenia sobie trochę trasy, opuściliśmy na chwilkę R10 i zamieniliśmy ją na Szlak Zwiniętych Torów, który początkowo prowadził po starych nasypach kolejowych, później przez wąwóz w lesie obfitujący w błoto, kolejno zaskakujący nas zwalonym olbrzymim drzewem, przez które musieliśmy przenieść rowery.
Błoto na Szlaku Zwiniętych Torów
Zwalone drzewo
Na szczęście początkowe trudy zrekompensowała nam droga prowadząca przez pola, pięknie oświetlona przez chylące się ku zachodowi słońce. Spacer przez wydmę oraz cudowna sesja zdjęciowa „na Bali” spowodowały, że do Główczyc dotarliśmy bardzo późno wieczorem.
Wczasy na Bali
Jezioro Łebsko, Łeba i Białogóra
Następnego dnia kontynuowaliśmy objeżdżanie jeziora Łebsko. Ku naszemu zaskoczeniu, nasza trasa wiodła przez Zgierz (okazuje się, że jest nie tylko w woj. łódzkim) oraz Amerykę. Kilkukrotnie musieliśmy przepychać nasze rowery przez piachy.
Przeprawa przez piach
Zatrzymaliśmy się w Łebie na lody i arbuza i kontynuowaliśmy naszą podróż w kierunku Białogóry. Zmęczeni przeprawami przez piachy, bardzo chcieliśmy ich uniknąć, jednakże okazało się to niemożliwe i jeszcze kilkukrotnie musieliśmy walczyć z piachem i komarami. Po przejechaniu 57 km dotarliśmy do Białogóry, gdzie zjedliśmy jedne z najpyszniejszych lodów w lokalnej lodziarni.
Lody w Białogórze
Niedziela 21 lipca była naszym kolejnym dniem odpoczynku, który spędziliśmy na plażowaniu.
Plażing w Białogórze
Wieczorem z kolei postanowiliśmy podziwiać zachód słońca, który tego dnia był wyjątkowo piękny.
Zachód słońca
Rozewie, Władysławowo i Jastarnia
W poniedziałkowy poranek ruszyliśmy dalej. Zostały nam ostatnie dwa dni naszej wyprawy. Pogoda tego dnia była wyjątkowo męcząca, panowała ogromna duchota, co utrudniało nam jazdę. Mimo to, w miarę sprawnie dotarliśmy do latarni w Rozewiu i po dłuższym odpoczynku ruszyliśmy dalej. Przejeżdżając przez Władysławowo, spostrzegliśmy nadciągające czarne chmury i szczęśliwie zdążyliśmy założyć kurtki, zanim lunęło. Ostatnie 22 km trasy przewidzianej na ten dzień przemierzyliśmy w dużych opadach deszczu. Doszczętnie przemoczeni, dojechaliśmy na pole campingowe w Jastarni. Tym razem naszym schronieniem była ogromna przyczepa kempingowa, co oczywiście podniosło morale członków naszej wyprawy.
Przyczepa de lux
Półwysep Helski
Ostatni dzień, ostatnie 19 km do Helu. Tym razem jadąc przez Półwysep Helski, mogliśmy podziwiać widoki, a pogoda była dla nas łaskawa.
Przez Półwysep Helski
Ostatnia latarnia morska i ostatnia pieczątka w paszporcie latarnika. Razem dotarliśmy na plażę na końcu półwyspu na "zdjęcie zwycięzców".
Meta - Hel
Męska część wyprawy udała się do fortów wchodzących w skład Muzeum Obrońców Wybrzeża, a damska - na gofry oraz do fokarium. Okazało się, że kolejka do fokarium była na tyle długa, że chłopcy zdążyli dołączyć i również mogli spotkać się z fokami.
Fokarium
Ok 15.00 odjeżdżał nasz pociąg, więc obiad zaplanowaliśmy w Warsie po przesiadce w Gdyni.
Obiad w Warsie
Przesiadka była pełna niepewności (przez opóźnienie pociągu) oraz pozytywnych emocji (dzięki pomocy obcych nam ludzi w sprincie pomiędzy peronami z rowerami i dziećmi). Chwilę po godzinie 19, po 11 dniach wróciliśmy do domu
.
Podsumowując: przejechaliśmy razem 476 km na rowerach. 2 dni odpoczywaliśmy, a 9 dni jechaliśmy po ok 50-60 km.
Nasza trasa: Świnoujście-Międzywodzie-Rogowo-Mielno-Kopań-odpoczynek-Dębina-Główczyce-Białogóra-odpoczynek-Jastarnia-Hel
Po drodze:
- Odwiedziliśmy dużo nadmorskich plaż i możemy sobie zrobić własny ranking tych najpiękniejszych
- Odwiedziliśmy 2 parki narodowe
- 2 razy płynęliśmy promem
- Głaskaliśmy 15 kotów
- Przeszliśmy jedną wydmę
- Odwiedziliśmy 11 latarni morskich
- Przedzieraliśmy się przez błoto, piach i zwalone drzewo
- Spotkaliśmy wielu sympatycznych rowerzystów
I pewnie można by tak wymieniać w nieskończoność...
A przede wszystkim świetnie bawiliśmy się razem, bardzo spodobało się nam takie wakacjowanie, a dzieci twierdzą że to były najlepsze wakacje w życiu.
I wiemy, że chcieć - to móc.
Przeczytałeś artykuł w portalu Dzieciochatki.pl - Miejsca Przyjazne Dzieciom
POLECANE NOCLEGI PRZYJAZNE DZIECIOM: >>KLIKNIJ TU<<
Więcej ciekawych artykułów o podróżowaniu z dziećmi po Polsce tutaj:
WAKACJE Z DZIEĆMI
CIEKAWE MIEJSCA NA WYPRAWY Z DZIEĆMI
NIEZBĘDNIK PODRÓŻUJĄCEGO Z DZIECKIEM
WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Portal DziecioChatki.pl














